|
|
|
|
czwartek, 18 marca 2010 14:52 |
| 1 kwietnia |
| 1922 |
Zniesienie granicy celnej między Polską, a Wolnym Miastem Gdańskiem. |
| 1923 |
Spółka "Hipolit Cegielski" rozpoczęła budowę fabryki lokomotyw, wkrótce przystąpiła również do produkcji wagonów kolejowych. |
|
1924
|
Utworzenie Mennicy Państwowej. |
| 1982 |
W Paryżu działacze emigracyjnej "Solidarności" wydali pierwszy numer miesięcznika "Kontakt". Redaktorem naczelnym pisma został Mieczysław Chojecki. |
| 2 kwietnia |
| 1921 |
W Poznaniu otwarto pierwsze Targi Poznańskie. |
|
1997
|
Zgromadzenie Narodowe przyjęło Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej. Projekt poprało 451 parlamentarzystów, głównie SLD, PSL i UW, przy sprzeciwie 40 parlamentarzystów, między innymi z "Solidarności", BBWR i KPN. Był to pierwszy pełny tekst ustawy zasadniczej od 1952 roku.
|
| 2005 |
Zmarł papież Polak, Jan Paweł II. Żył 84 lata.
 Pontyfikat Jana Pawła II był jednym z najdłuższych w historii Kościoła. Mogło wydawać się nawet, że Papież jest niezniszczalny - niedługo przed Jego śmiercią pracowano nad komiksem, w którym Jan Paweł II występował w postaci o charakterze Supermana. Tymczasem Papież w ostatniej dekadzie życia zmagał się z postępującymi schorzeniami: widzieliśmy jego drżenie rąk, pochyloną sylwetkę, trudności w mowie. Coraz częściej Ojciec Święty przebywał też w klinice Gemelli, a w mediach pojawiły się spekulacje o rezygnacji z funkcji. Zawsze jednak Papieżowi w trudnych momentach towarzyszyły tłumy wiernych - na placu św. Piotra w Rzymie, pod oknami kliniki i czuwające na modlitwie na całym świecie. U nas zwłaszcza w miejscu szczególnym - pod oknem kurii krakowskiej, w którym stojąc Jan Paweł II gawędził z Polakami podczas pielgrzymek.
Gdy świat obiegła wiadomość o śmierci Papieża, wiele osób poczuło, że skończyła się pewna epoka. Szczególnie dało się to odczuć w Polsce. Był to przecież "Nasz Papież", Papież-Polak, którego rola nie ograniczała się bynajmniej do duchowego przywództwa nad najliczniejszym z wyznań chrześcijańskich. Wybór właśnie jego na biskupa Rzymu stał się sygnałem zwiastującym koniec komunizmu. Jego słowa, wypowiedziane podczas pierwszej pielgrzymki do Polski w roku 1979: "Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!" - faktycznie odnowiły tę ziemię, a z pewnością naród na niej żyjący. Wśród przygnębienia szarzyzną życia oraz działaniami reżimu pojawiła się nadzieja i poczucie solidarności.
Takie samo uczucie wspólnoty, już w zasadzie zapomniane albo przez młodszych nigdy jeszcze nie doświadczone, pojawiło się w dniu śmierci Papieża. Spontaniczne marsze, które odbyły się w wielu miastach, przyciągnęły wielkie rzesze ludzi. W oknach domów migotały ognie tysięcy świec.
Nie robili tego tylko katolicy. Robili to wszyscy Polacy. Był to jeden z tych momentów, rzadkich momentów, gdy można było poczuć, że naprawdę jesteśmy jednym narodem...
Z dr. Pawłem Skibińskim rozmawia Klaudia Grabowska
Papież od samego początku swojego pontyfikatu był stale obecny w życiu Polski. Pomimo odległości, jaka go od niej dzieliła, miał niewątpliwy wpływ na najważniejsze momenty najnowszych jej dziejów. To zaczęło się już w 1979 - roku jego pierwszej pielgrzymki do Polski, która zaowocowała powstaniem "Solidarności". W jaki sposób papież i jego nauczanie miał wpływ na to, co działo się w Polsce od 1979 roku?
Nauczanie papieskie cały czas ma wpływ na to, co dzieje się w Polsce. To nie jest proces zamknięty i dlatego odpowiedź nie jest prosta. Wspomniana teza o wpływie pielgrzymki papieskiej w 1979 roku na narodziny "Solidarności" trafiła już do klasyki historiografii. I rzeczywiście - bez tej pielgrzymki "Solidarność" nie byłaby możliwa. Przede wszystkim dlatego, że pielgrzymka unaoczniła Polakom, jak powierzchowne jest oficjalne publiczne życie w Polsce, pokazała, że istnieją autentyczne autorytety społeczne. Wcześniej Karol Wojtyła był popularnym duchownym i ważnym biskupem. Odkąd został wyniesiony na Stolicę Piotrową, stał się niekwestionowanym autorytetem dla całego narodu. Jego nauczanie miało wpływ na wytrwanie społeczeństwa polskiego w postawie racjonalnego oporu wobec komunizmu. Papież nie nawoływał do konfrontacji zbrojnej z komunizmem. W ocenie wielu radykalnych działaczy podziemia solidarnościowego był osobą w pewnym stopniu łagodzącą nastroje panujące w społeczeństwie, wspierając postawę realnego oporu wobec komunistów i trwałego poparcia moralnego dla idei "Solidarności". Wprowadził do swoich encyklik pojęcie solidarności jako całego zespołu wartości. Wpływał również na bieżący kontekst polityczny. Gdyby nie on, najprawdopodobniej inaczej wyglądałyby losy Polski w trakcie i po stanie wojennym. On znacznie bardziej niż Kościół w Polsce protestował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Udzielał Polsce realnej pomocy, udzielając finansowego wsparcia przez inicjowanie działalności charytatywnej instytucji kościelnych, która bez jego pomocy nie mogłaby przybrać takiej skali.
Niezależnie od tego papieskie nauczanie w znacznej mierze ukształtowało obraz współczesnego katolicyzmu, w tym także polskiego. Często mówi się, że nauczanie to jest słabo znane i słabo przyswojone przez społeczeństwo. Jest to prawdą o tyle, że mogłoby być znane bardziej. Jednak to właśnie Papież jest najchętniej czytanym przez Polaków polskim autorem. Według CBOS, co trzeci Polak kupił jedną jego książkę. Ten wskaźnik, choć nie całkiem precyzyjny, pokazuje dobrze skalę zainteresowania nauczaniem papieskim. A jest ono spore. Powodzeniem cieszą się również książki przybliżające osobę, postawę i nauczanie Jana Pawła II, o czym świadczy choćby sukces wydawniczy współpracownika Muzeum - Pawła Zuchniewicza.
Również po 1989 roku Jan Paweł II wpływał na rzeczywistość polityczną w kraju. To za jego sprawą w 1992 roku zmieniono ustawę aborcyjną. Najprawdopodobniej bez niego nie byłoby przyjęcia konkordatu, a na pewno zupełnie inaczej wyglądałoby opracowanie tego dokumentu. Nie byłoby też prawdopodobnie kilku zwrotów w polityce polskiej, zwłaszcza zwycięstwa Akcji Wyborczej Solidarność w 1997 na taką skalę. Przypominam, że nastąpiło ono zaledwie w kilka miesięcy po pielgrzymce papieskiej. To było oczywiście działanie doraźne, jednak mamy również do czynienia z szeregiem działań długofalowych. Jak pokazuje dyskusja wokół aborcji, choć wprawdzie trudno powiedzieć, że Polacy w pełni przejęli stanowisko papieskie, to jednak bez wątpienia się na nie uwrażliwili. W tej chwili grono opowiadające się za całkowitym zakazem aborcji jest liczne, natomiast systematycznie zmniejsza się liczba ludzi opowiadających się za aborcją na życzenie. I to jest zmiana bezprecedensowa. Wydaje się, że Polska jest jednym z nielicznych krajów, w którym opinia społeczna ewoluuje w tym kierunku. Trudno nie doszukać się tutaj wpływu nauczania papieskiego.
O tym pontyfikacie powiedziano już w Polsce bardzo wiele, nie zawsze trafnie. Jakie są błędy w interpretacji dzieła papieskiego i skąd się one biorą?
Biorą się przede wszystkim z fragmentarycznych jego ujęć. Po pierwsze, cytowane są dokumenty tylko jednego typu i to bez szerszego kontekstu. Po drugie, przypisuje się papieżowi zdania, których nie wypowiedział. Tak było przy okazji dyskusji o wejściu Polski do Unii Europejskiej. Obie strony toczącego się wtedy dyskursu chętnie powoływały się na rzekomo wypowiedziane przez papieża słowa.
Mamy do czynienia z pewną próbą manipulacji przesłaniem papieża, którą podejmują ludzie traktujący jego nauczanie wybiórczo. Podkreślają oni aspekty tego nauczanie, które ładnie wyglądają w mediach, jak na przykład szacunek dla biednych, troska o dzieci, prosto pojmowany ekumenizm, a nie pamiętają choćby o twardości doktrynalnej, nieustępliwości względem etyki seksualnej, a wreszcie głębokiej myśli jego teologii narodu. Są to rzeczy trudniejsze w recepcji dla dziennikarzy, a być może również mniej popularne ze względów ideologicznych, i to właśnie one są systematyczne pomijane. Z drugiej strony, mimo tego wszystkiego z zadowoleniem możemy stwierdzić, że Jan Paweł II jest osobą, której dorobek, choć może czasem nieudolnie, staramy się kultywować. Pocieszający jest fakt powstawania instytutów ku czci Jana Pawła - w Krakowie, w Warszawie. A więc władze polskie uważają, że sprawa propagowania nauczania papieskiego jest istotna... Pamiętajmy, że dorobek papieża to wiele tysięcy stron. Potrzeba czasu, żeby się przez nie przebić. Jak się okazuje, o głębszą refleksję możemy się pokusić teraz, gdy papieża nie ma już z nami. Teraz łatwiej nam spojrzeć na całość jego dzieła. Mam nadzieję, że owoce nauczania Jana Pawła II jeszcze będziemy zbierać.
Czy to, co mogliśmy obserwować od momentu przewiezienia papieża do szpitala aż do jego pogrzebu - zjednoczenie Polaków: jednych w modlitwie, niektórych tylko w milczeniu - to efekt pewnego konsensu co do osoby Jana Pawła, czy też dowód na istnienie wartości spajających wspólnotę polityczną Polaków?
Jan Paweł II był niewątpliwie symbolem jedności narodu. Jest to dowodem na to, że katolicyzm jest w Polsce ważny, niezależnie od indywidualnych postaw poszczególnych Polaków. Głęboko nie zgadzam się z profesorem Andrzejem Walickim, który swego czasu stwierdził, iż związek polskości i katolicyzmu to incydent związany z Powstaniem Styczniowym. To wyjątkowo nietrafna opinia. Polska kultura bez katolicyzmu jest po prostu niezrozumiała. W związku z tym ludzie, którzy przyznają się do kultury polskiej i w niej żyją, muszą go chociażby rozumieć, nawet jeżeli sami katolikami nie są. Reakcja na śmierć Jana Pawła II pokazała, że tak właśnie jest. Ci Polacy, którzy się nie potrafili modlić, milczeli, bo rozumieli, że stało się coś ważnego i że był to ważny moment w życiu dla wszystkich Polaków.
Na ile zjawisko jednoczenia się narodu wokół osoby takiej jak papież jest charakterystyczne dla Polski i Polaków? Czy zdarza się gdzie indziej? Czy na przykład Benedykt XVI mógłby stać się dla Niemców tym, czym stał się dla Polaków Jan Paweł II?
Mam wątpliwości, przede wszystkim dlatego, że katolicyzm nie jest czynnikiem jednoczącym naród niemiecki. Trzeba zwrócić uwagę na to, że tradycyjnie od czasów reformacji połowa Niemców to protestanci, a więc wychowani na sprzeciwie wobec "papizmu". Jednak nie tylko my mamy taki szacunek dla papieża. To również cecha innych narodów, które są równie "papistyczne" jak Polska, a może nawet bardziej, jak Włosi, Hiszpanie, Irlandczycy, Meksykanie, na pewno jednak nie Francuzów czy Niemców. Dlatego porównanie z Niemcami nie jest najszczęśliwsze. A z kolei nie mamy zastępów papieży wymienionych krajów, w związku z tym to porównanie jest trudne. Unikalne jest to, że papież był dla nas autorytetem narodowym. Niewątpliwie Jan Paweł II był autorytetem wpływającym na kształt debaty publicznej w bardzo wielu krajach, także w Stanach Zjednoczonych, co może być najbardziej zaskakujące.
W jaki sposób odbywało się to w Stanach?
Widzieliśmy to chociażby przy okazji śmierci Jana Pawła II. Do Rzymu przyjechał wówczas George Bush junior. Był pierwszym prezydentem, który wziął udział w pogrzebie papieskim. Jan Paweł II doprowadził w 1984 roku do nawiązania stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi. Wpływał bardzo wyraźnie na dyskusję w Stanach Zjednoczonych i nawet jeśli Amerykanie się z papieżem nie zgadzali, to jednak jego wpływ na debatę publiczną w sprawach takich jak kara śmierci czy aborcja był widoczny. Wysiłek podjęty przez Amerykanów w celu zmiany systemu prawnego, który zezwalał na aborcję w skali całych Stanów Zjednoczonych, jest ewidentnie podtrzymywany autorytetem papieża. Wreszcie toczyła się dyskusja na temat wojny w Iraku, w której jednym z punktów odniesienia było to, co mówił Jan Paweł II. Mówi się, że Jan Paweł II był ikoną kultury światowej. To prawda, co nie mniej ważne, ale stał się jednym z najważniejszych autorytetów intelektualnych i moralnych tego świata, bo mówił o ważnych rzeczach, których nasza kultura zwykła raczej unikać.
Dr Paweł Skibiński - historyk, adiunkt w Instytucie Historii Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Muzeum Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego w Centrum Opatrzności Bożej, do 2008 kierownik Działu Badawczego Muzeum Historii Polski, stały współpracownik Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie, autor m.in.: Człowiek o sercu bohaterskim. Ksiądz Jan Salamucha 1903-1944 (2005).
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 2005 |
Prezydent Aleksander Kwaśniewski ogłosił w Polsce żałobę narodową. |
| 3 kwietnia |
| 1981 |
Ukazał się pierwszy numer "Tygodnika Solidarność". Redaktorem naczelnym był Tadeusz Mazowiecki. |
| 4 kwietnia |
| 1919 |
Rozpoczął swą działalność kabaret "Qui Pro Quo". |
| 1937 |
PLL LOT przedłużyły linię Warszawa - Ateny do Lyddy w Palestynie. Była to w ówczesnej Europie najdłuższa linia lotnicza. |
| 1949 |
Powstał Pakt Północnoatlantycki (NATO ). |
| 1980 |
Zmarł Władysław Tatarkiewicz, wybitny historyk filozfii. |
| 1997 |
Sąd Wojewódzki w Warszawie wydał wyrok w sprawie śmiertelnego pobicia w maju 1983 roku Grzegorza Przemyka, uzając winę oskarżonych milicjantów. Proces ten, chociaż nie wyjaśnił okoliczności tej sprawy, ani nie pozwolił, na skutek nieujawnienia wielu dokumentów, na zidentyfikowanie i ukaranie większości winnych, odsłonił jednak kulisy szerokiej akcji dezinformacyjnej, kierowanej głównie przez najwyższe czynniki w aparcie PZPR i komunistycznych słuzbach specjalnych. Był to pierwszy proces, zakończony skazaniem, dotyczący popełnionych przez władze PRL przestępstw związanych ze skutkami stanu wojennego. |
| 5 kwietnia |
| 1941 |
Deklaracja o utworzeniu polskich sił zbrojnych w Kanadzie. |
| 1952 |
Podpisanie umowy polsko-sowieckiej o budowie w Warszawie na koszt ZSRR (pieniądze pochodziły z reparacji wojennych) 30-piętrowego gmachu Pałacu Kultury i Nauki. |
|
1989
|
Podpisano porozumienie "okrągłego stołu". Uzgodniono powrót "Solidarności" na scenę polityczną, a także kontrakt przedwyborczy; w przyszłym sejmie 65% miejsc było zagwarantowanych dla strony rządowej, a o pozostałe 35% mandatów mogła walczyć opozycja. Wybory nowo tworzonego Senatu miały być całkowicie wolne. Głową państwa miał być prezydent wybierany przez Zgromadzenie Narodowe. |
| 2005 |
W Warszawie odbyły się centralne uroczystości poświęcone zmarłemu papiezowi, organizowane przez KOnferencję Episkopatu Polski. |
| 6 kwietnia |
| 1990 |
Sejm przekształcił MO w Policję Państwową. |
| 1997 |
Prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski podpisał tekst Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
|
|
2002
|
Prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał umowę o nowym ustroju Warszawy. Dotyczyła ona nowego podziału administracyjnego na dzielnice miasta stołecznego Warszawy przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi. |
| 7 kwietnia |
| 1972 |
W Londynie zmarł prezydent RP na uchodźstwie, August Zaleski. |
| 1989 |
Dwa dni po zakończeniu obrad "okrągłego stołu" Sejm uchwalił Ustawę o zmianie Konstytucji PRL. Nowelizacja dotyczyła utworzenia Senatu, urzędu prezydenta oraz wprowadzenia nowej ordynacji wyborczej. |
| 1989 |
Decyzja kierownictwa "Solidarności" o powierzeniu Komitetowi Obywatelskiemu patronatu nad kampanią wyborczą. |
| 1995 |
Otwarcie pierwszej linii metra w Warszawie.
P  ierwszy odcinek pierwszej linii metra miał zaledwie 11 stacji. Nawet nazywanie jej "pierwszą" brzmiało trochę jak dowcip, gdyż mało kto spodziewał się dożyć "drugiej". Metro połączyło Ursynów, wysuniętą na południe dzielnicę Warszawy, z centrum miasta, dzięki temu znacznie skrócił się czas podróży i choć trochę zmniejszyły się korki.
Budowę metra planowano od dawna. Niektóre stolice europejskie miały je już od stu lat. Warszawa mogła zacząć marzyć o kolejce podziemnej dopiero po odzyskaniu niepodległości. Wcześniej problemem było nawet uzyskanie carskiej zgody na budowę mostu, więc nie było co mówić o najnowszych zdobyczach techniki.
Próbne odwierty wykonano już na początku lat dwudziestych. Za prezydentury Stefana Starzyńskiego (1934-1939) powstało Biuro Studiów Kolei Podziemnej. Gdyby nie II wojna światowa, ten niestrudzony miłośnik Warszawy z pewnością doprowadziłby do powstania metra. Według planów dwie linie miały powstać do roku 1973. Estetyka stacji przedstawiać się miała dość prosto, prawie surowo.
Paradoksalnie, wojenna zagłada miasta mogła przyczynić się do szybszego powstania podziemnej kolejki. W zburzonym i wymagającym przebudowy mieście budowa metra byłaby znacznie prostsze niż obecnie. Chociaż Stalin i Bierut początkowo wiele w tej sprawie obiecywali, a nawet rozpoczęto prace, zdecydowano się w końcu na budowę lepiej widocznego Pałacu Kultury i Nauki. Gdyby metro powstało, przypominałoby trochę podziemny pałac - podobnie jak moskiewskie.
W czasach PRL o metrze głównie mówiono. Budowę podjęto ostatecznie w 1983 roku. Ulice, pod którymi miała biec linia metra, na całe dziesięciolecie zamieniły się w wykopy. Wreszcie w 1995 r. otwarto pierwszy odcinek. Chociaż najkrótsze w Europie, nasze metro jest zdecydowanie najbezpieczniejsze i najczystsze.
Źródło: Muzeum Historii Polski.
|
| 8 kwietnia |
| 1938 |
Sejm jednogłośnie uchwalił ustawę o ochronie imienia Józefa Piłsudskiego. Za uwłaczanie pamięci zmarłego grozi do pięciu lat więzienia. |
| 1965 |
Podpisanie w Warszawie układu między PRL, a ZSRR "o przyjaźni, współpracy i wzzajemnej pomocy". Jest to przedłużenie układu z 1945 roku. |
|
197
|
 Siedmiokrotny mistrz świata w szabli, Jerzy Pawłowski został skazany na 25 lat pozbawienia wolności pod zarzutem szpiegostwa na rzecz amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA).
Jego międzynarodowa sława sportowa była w pełni zasłużona. W 1967 Międzynarodowa Federacja Szermiercza uznała go za szablistę wszechczasów. Zdobywał medale olimpijskie (złoty w 1968 w Meksyku) i wielokrotnie medale mistrzostw świata (w tym osiem razy złoty).
Niestety, w 1950 roku rozpoczął też zupełnie inną działalność. Został tajnym współpracownikiem polskich służb specjalnych, przekazywał im informacje na temat prywatnego życia i poglądów swoich kolegów sportowców. Wiadomości te służyły potem do szantażowania niektórych osób. W 1964 roku zmienił front - tym razem zaczął opisywać życie towarzyskie polskich polityków i wojskowych dla amerykańskiej CIA.
Kariera Pawłowskiego jako podwójnego agenta skończyła się w 1975 roku, gdy został aresztowany. 8 kwietnia 1976 sąd wydał wyrok skazujący go na 25 lat więzienia. Siedział krócej, gdyż w 1985 roku zwolniono go w drodze wymiany agentów. Pawłowski oświadczył wówczas, że uważa się za "wymienionego" i pragnie pozostać w Polsce. Pozwolono mu na to, ale nigdy już nie powrócił do zawodowej szermierki, nawet jako trener.
Źródło: Muzeum Historii Polski.
|
| 1979 |
Edward Raczyński został prezydentem RP na wychodźstwie. |
| 1991 |
Weszła w życie umowa o ruchu bezwizowym między Polską, a Niemcami, Francją, Włochami i krajami Beneluksu. |
| 1994 |
Szef polskiej dyplomacji, Andrzej Olechowski złozył w Atenach oficjalny wniosek o członkostwo w Unii Europejskiej. |
| 2005 |
Pogrzeb Jana Pawła II. |
| 9 kwietnia |
| 1952 |
Powołanie Stowarzyszenia PAX - organizacji skupiającej zwolenników Bolesława Piaseckiego. Poparcie "katolickiego stowarzyszenia" dla władz komunistyczych przyniosło mu pięć miejsc w sejmie. |
| 1991 |
Prezydent RP, Lech Wałęsa złożył oficjalną wizytę we Francji. Rozmowy na najwyższym szczeblu dotyczyły wzajemnych relacji we wszystkich dziedzinach pomiędzy Polską, a Francją. |
|
2005
|
Zmarł Jerzy Grzegorzewski - reżyser teatralny, scenograf. |
| 10 kwietnia |
| 1934 |
Podniesienie poelstw polskiego i radzieckiego do rangi ambasad. |
| 2004 |
Zmarł Jacek Kaczmarski - poeta, muzyk. |
| 11 kwietnia |
| 1939 |
Hitler podpisał "Fall Weiss", plan agresji na Polskę. |
| 1990 |
Ustawa Sejmowa o zniesieniu cenzury. |
|
1997
|
Sejm uchwalił ustawę lustracyjną głosami opozycji i PSL, przy próbie jej zablokowania przez SLD. Lustracja objąć miała kandydatów na posłów i senatorów, premiera, ministrów szefów państwowych agencji informacyjnych i telewizji publicznej oraz osoby zdające egzaminy sędziowskie i prokuratorskie. Dotyczyła, wbrew protestom SLD, który chciał objąć lustarcją księży, współpracowników wszystkich służb specjalnych PRL (również wywiadu i kontrwywiadu), z wyjątkiem Biura Ochrony Rządu. W celu kontroli ustawa tworzyła przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie odrębny wydział - Sąd Lustracyjny, którego jednak wskutek oporu środowiska sędziowskiego nie udało się obsadzić. |
| 12 kwietnia |
| 1921 |
Powstała regularna trasa lotnicza Paryż - Praga - Warszawa. |
| 1963 |
Zmarł Kazimierz Ajdukiewicz.
Kazimierz Ajdukiewicz to jeden z ważniejszych polskich filozofów, wybitny przedstawiciel szkoły lwowsko-warszawskiej, członek Międzynarodowego Instytutu Filozofii i wiceprezes Działu Logiki, Metodologii i Filozofii Nauk Międzynarodowej Unii Historii i Filozofii Nauk, a także Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk, doktor honoris causa Uniwersytetu w Clermont-Ferrand, redaktor naczelny "Studia Logica". Jego zainteresowania obejmowały semiotykę, epistemologię i ogólną metodologię nauk.
Urodził się 12 grudnia 1890 r. w Tarnopolu. Od samego początku związany był z Uniwersytetem Lwowskim, na którym rozpoczął studia matematyczne, fizyczne i filozoficzne pod kierunkiem Kazimierza Twardowskiego, którego córkę Marię poślubił.
Nad habilitacją pracował w Getyndze u boku Edmunda Husserla i Davida Hilberta. Wspólnie z poznanym wtedy Romanem Ingardenem prowadził później "Studia Philosophica".
W czasie pierwszej wojny światowej walczył w armii austriackiej na froncie włoskim. Został odznaczony za wyprowadzenie oddziału ze schronu pełnego gazu. Drugą wojnę światową spędził we Lwowie, pracując jako rzeźnik. Swoimi wykładami wspierał tajne szkolnictwo. Po zakończeniu wojny, kiedy Lwów przestał być liczącym się ośrodkiem naukowym, wyjechał do Poznania i został rektorem tamtejszego uniwersytetu. Kolejny okres jego życia związany był z Warszawą. Powołał tu do życia Zakład Logiki Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.
Ajdukiewicz jest autorem wielu cenionych do dziś podręczników, m.in. Zagadnienia i kierunki filozofii. Zmarł w Warszawie.
Źródło: Muzeum Historii Polski.
|
| 1982 |
W Warszawie po raz pierwszy wyemitowała audycję podziemna rozgłośnia radia "Solidarność" kierowana przez Zbigniewa Romaszewskiego. |
| 13 kwietnia |
| 1943 |
Berlińskie radio poinformowało o odkryciu grobów w lesie katyńskim (wywiad)
 13 kwietnia 1943 r. niemieckie radio podało informację o odkryciu w miejscowości Kosogory grobów polskich oficerów zamordowanych przez żołnierzy radzieckich. Polacy zginęli od strzałów w tył głowy. W dwa dni później radio w Moskwie nadało komunikat mówiący, iż "oszczercy Goebbelsa rozpowszechniali podłe wymysły". Miejsce straceń zostało odkryte przez Niemców w lutym 1943 r. Zaprowadził ich tam Iwan Kisielew, chłop z pobliskiej wsi Gniezdowo. W Lesie Katyńskim oficerowie NKWD rozstrzelali 4143 polskich jeńców z obozu w Kozielsku. 17 kwietnia rząd polski w Londynie poprosił Międzynarodowy Czerwony Krzyż o zbadanie sprawy. Jednocześnie z taką prośbą zwrócili się do tej organizacji Niemcy.
Rząd polski od dłuższego czasu poszukiwał zaginionych w ZSRR jeńców i domagał się wyjaśnień od Rosjan. Reakcją władz ZSRR na ujawnienie zbrodni było zerwanie stosunków z Polską w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 r. Rosjanie oskarżali rząd polski o współpracę z hitlerowskimi Niemcami. Sprawa odkrycia grobów pod Smoleńskiem posłużyła więc jako pretekst do zerwania kontaktów z rządem londyńskim, który domagał się m.in. uznania za obowiązującą granicy Polski sprzed wybuchu wojny, podczas gdy Rosjanie zamierzali zająć wschodnie ziemie Rzeczypospolitej. Alianci zachowali w tej sprawie milczenie w imię współpracy ze wschodnim sojusznikiem. Prawda o zbrodni bardzo długo była ukrywana, a wręcz zakłamywana. Dopiero w 1990 r. prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow przyznał, że mordu dokonali Rosjanie. W 1992 prezydent Rosji Borys Jelcyn zadecydował o udostępnieniu stronie polskiej dokumentów na temat zbrodni katyńskiej.
Z dr. Witoldem Wasilewskim rozmawia Klaudia Grabowska
Czy zbrodnia katyńska była wyjątkowa?
Zbrodnia katyńska miała — nawet w warunkach sowieckiego systemu masowego terroru doby stalinowskiej — charakter szczególny. O tej wyjątkowości przesądza nie tyle ludobójczy charakter mordu, gdyż inne zbrodnie popełniane na różnych grupach narodowych w ZSRR również nosiły cechy ludobójstwa, ile raczej wymordowanie przeszło dwudziestu tysięcy oficerów wojska i innych obywateli obcego państwa, przez samych sprawców traktowanych jako jeńcy wojenni -wojennopliennyje. Decyzję o zagładzie Polaków wydał najwyższy partyjno-państwowy organ władz Związku Sowieckiego, czyli Biuro Polityczne Komitetu Centralnego WKP(b). To właśnie podczas jednego z posiedzeń Politbiura, 5 marca 1940 roku, zapadło postanowienie o wymordowaniu 25 700 Polaków - jeńców obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz więzień tak zwanej Zachodniej Białorusi i Ukrainy. Podpisali je osobiście lub przez sekretarza wszyscy członkowie Biura Politycznego, w tym oczywiście Stalin jako sekretarz generalny partii. Decyzja ta została przesłana do realizacji kierowanemu przez Ławrientija Berię Ludowemu Komisariatowi Spraw Wewnętrznych - NKWD.
Mord katyński był zbrodnią popełnioną na zamówienie polityczne przywódców Związku Sowieckiego. W skład Biura Politycznego wchodzili przedstawiciele najwyższych władz państwowych, między innymi Michaił Kalinin, który jako przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRS był formalnie głową sowieckiego państwa, a także Ludowy Komisarz Spraw Zagranicznych, premier Wiaczesław Mołotow i głównodowodzący, Ludowy Komisarz Obrony Klimient Woroszyłow. Rola ustanowionej w decyzji z 5 marca 1940 roku tak zwanej centralnej trójki, czyli Kolegium Specjalnego - funkcjonariuszy NKWD Wsiewołoda Mierkułowa, Bachczo Kobułowa i Leonida Basztakowa - w tworzeniu "list śmierci" nie jest oczywista. Niewątpliwie trojka nie przeprowadziła jednak, choćby z braku czasu, nawet zwykłego dla "trybu trójkowego" parasądowego postępowania i w istocie należy przyjąć, że "listy śmierci" zostały stworzone w trybie czysto "administracyjnym" w 1. Wydziale Specjalnym NKWD, którego naczelnikiem był Basztakow. Wpisano na nie przeszło dwadzieścia tysięcy Polaków, wyłączono kilkaset osób przewidywanych w intencji samych Sowietów do wykorzystania w dalszych działaniach politycznych i operacyjnych oraz tych, w których sprawie pojawiły się kłopotliwe dla ZSRS międzynarodowe interwencje. Zbrodniczy tryb katyńskiej machiny zagłady wyglądał więc następująco: najważniejszy w ZSRS organ władzy wydał rozkaz, a aparat NKWD skrupulatnie go wykonał.
Czy istniała współpraca między NKWD i Gestapo w czasie przygotowań do eksterminacji ludności polskiej i podczas jej przeprowadzania?
W zachowanych i rozpoznanych źródłach nie znajdujemy żadnych przesądzających dowodów bliskiej współpracy NKWD z Gestapo czy SS w tym zakresie. Podawane często jako dowód wspólnictwa spotkania przedstawicieli dwu antypolskich reżimów nie przesądzają o istnieniu współpracy rozumianej jako wspólne planowanie czy nawet szeroka wymiana informacji na temat skierowanych przeciwko Polakom akcji eksterminacyjnych, takich jak mord katyński czy akcja AB.
Konferencji niemiecko-sowieckich od października 1939 roku aż do kryzysu w stosunkach między oboma państwami w listopadzie 1940 roku było wiele. Dotyczyły one kwestii współpracy gospodarczej, delimitacji granicy, wymiany ludności, w tym jeńców. Dochodziło do spotkań, w których uczestniczyli funkcjonariusze — mówiąc dzisiejszym językiem — służb specjalnych obu mocarstw. Odbywały się one na przykład w okupowanym przez Sowietów Lwowie i w miejscowościach granicznych. Najbardziej znane są jednak tak zwane konferencje krakowsko-zakopiańskie z grudnia 1940 roku i marca 1941, rozpoczynane w Krakowie, z którego następnie sowieccy delegaci udawali się na południe. W grudniu 1940 — po przyjęciu delegacji sowieckiej przez generalnego gubernatora Hansa Franka na Wawelu — w Zakopanem odbyło się kilkudniowe spotkanie z udziałem oficerów SS i NKWD: bankiet w restauracji na Gubałówce, potem wspólna przechadzka znanym większości Polaków górskim grzbietem, następnie udano się do ultranowoczesnego, jak na ówczesne warunki, hotelu górskiego na Kalatówkach. Nie wiadomo jednak, czego dokładnie dotyczyły rozmowy. Nie ma przesłanek, aby stwierdzić, że koordynowano wówczas w Tatrach eksterminację Polaków. Podobnie rzecz ma się z marcowym pobytem Sowietów w Krakowie i wszystkimi innymi znanymi spotkaniami, w tym na przykład komisji do spraw granicy odbywanymi w Moskwie czy wizytą niemiecką w Berlinie w listopadzie 1941 roku — nie ma dowodów dających nam pewność, że podczas którejkolwiek z narad rozmawiano na temat wspólnej eksterminacji Polaków.
Nie zmienia to w niczym faktu, iż oba totalitaryzmy: niemiecki nazizm i rosyjski komunizm, oraz oba państwa: hitlerowska III Rzesza i stalinowski ZSRS, dokonywały równolegle zbrodni na Polakach. W tej równoległości antypolskich działań upatruję głównego źródła spekulacji na temat ścisłego sowiecko-niemieckiego współdziałania na tym polu. Bezpośrednio podobne przypuszczenia wynikają niewątpliwie z faktu, iż skutkiem zarówno dokonanej wiosną 1940 r. zbrodni katyńskiej, jak zrealizowanej wiosną i latem 1940 roku akcji AB - Außerordentliche Befriedungsaktion, czyli wymierzonej w polską inteligencję niemieckiej akcji, przeprowadzonej w GG - było wyniszczenie polskich elit. W wypadku zbrodni katyńskiej było to działanie jednoznacznie celowe i systematyczne, akcja AB miała natomiast charakter bardziej doraźny — jej głównym celem była pacyfikacja, po części rzeczywistej, a po części domniemanej, konspiracyjnej działalności Polaków, a co za tym idzie - nie była ona działaniem stricte ludobójczym. Zainicjowały ją władze Generalnego Gubernatorstwa z Hansem Frankiem na czele, a nie najwyższe instancje partyjne NSDAP czy władze państwowe Trzeciej Rzeszy, choć oczywiście polityka nazistowska tworzyła dogodne podłoże polityczne i ideologiczne dla takich działań, a w późniejszym okresie niemiecka polityka okupacyjna wobec Polaków nabierze już cech jednoznacznie ludobójczych.
Czy Rosjanie od chwili założenia obozów planowali wymordowanie osadzonych tam w nich ludzi? W którym momencie Stalin poczuł się na tyle bezkarny, żeby zdecydować się na zagładę tylu osób?
Zarząd ds. Jeńców Wojennych, czyli specjalną strukturę w Ludowym Komisariacie Spraw Wewnętrznych - NKWD - utworzono dopiero pod koniec września 1939 roku, choć przecież jeńców wojennych, na przykład Japończyków, Sowieci brali już wcześniej. Może to wskazywać na to, iż Rosjanie mieli w odniesieniu do polskich oficerów specjalne plany. Armia Czerwona przekazała jeńców NKWD. Część szeregowców zwolniono do domów, natomiast dla oficerów Wojska Polskiego utworzono trzy obozy specjalne: w Kozielsku, Starobielsku i w Ostaszkowie, gdzie osadzeni byli również funkcjonariusze Policji Państwowej oraz innych służb mundurowych. Obozy w Kozielsku i Ostaszkowie utworzono na terenie niegdysiejszych klasztorów prawosławnych. Również utworzenie obozów i wyodrębnienie tej grupy wskazywało na szczególne plany Rosjan wobec tych osób. Ostateczna decyzja zapadła jednak prawdopodobnie dopiero na przełomie lat 1939/1940.
Dopiero na naradach, które odbyły się w lutym i na początku marca, tuż przed podjęciem zbrodniczej decyzji z 5 marca 1940 roku, ustalono szczegółowy sposób zgładzenia Polaków, który później zatwierdziło Biuro Polityczne. Trudno się natomiast zgodzić ze stwierdzeniem, które pojawia się w historiografii, że bezpośrednim impulsem do podjęcia decyzji o "rozładowaniu obozów", jak eufemistycznie nazywano wymordowanie Polaków, był napływ Finów-jeńców z tak zwanej wojny zimowej i konieczność stworzenia miejsc dla nich. Kontekst niewątpliwie był szerszy i stał za nim ludobójczy plan Stalina, który dążył do przeprowadzenia czystek etnicznych na Polakach, a szczególnie na polskich elitach z wcielonych do ZSRS kresów Rzeczypospolitej oraz do likwidacji specyficznej grupy ludzi przebywających w trzech Obozach Specjalnych i w więzieniach na tak zwanej Zachodniej Ukrainie i Zachodniej Białorusi.
Czy te obozy były później wykorzystywane?
Tak, choć nie w taki sam sposób. Historia tych obozów nie zaczyna się zresztą wraz z osadzeniem tam zamordowanych później Polskich oficerów, dlatego mówi się często o "Kozielsku I", "Kozielsku II" i nawet "Kozielsku III", biorąc pod uwagę kolejne okresy istnienia obozu, rejony odosobnienia i kategorie więzionych. Przetrzymywano tam podoficerów, żołnierzy, których później przenoszono lub zwalniano. W połowie 1940 roku, już po "rozładowaniu" katyńskim, do obozów trafiła grupa oficerów, która została wiosną i latem tego roku przejęta z Litwy i z Łotwy po wcieleniu tych państw do Związku Sowieckiego. Oni uniknęli zagłady, ponieważ decyzja Biura Politycznego ich nie dotyczyła. Obozy były jednak nadal wykorzystywane, osadzano w nich ludzi.
Czy informacje o istnieniu tych obozów przebijały się do międzynarodowej opinii publicznej?
To, że oficerowie wojska polskiego i policjanci znaleźli się w specjalnych obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, nie było tajemnicą — za sprawą korespondencji więźniów z ich bliskimi, nawet pomimo cenzury oraz zabiegów dezinformacyjnych, jak na przykład znanego sposobu oznaczania listów z Kozielska jako korespondencji z domu wypoczynkowego, i pomimo tego, iż bliscy musieli adresować listy i kartki na skrzynki pocztowe. Generalnie sam obieg dość pokaźnej korespondencji, a przede wszystkim jej treść, którą cenzorzy przepuszczali, nie pozostawiały wątpliwości, gdzie i w jakim charakterze Polacy się znajdują. Ze Starobielskiem istniała na przykład łączność telegraficzna. Znam korespondencję telegraficzną między jednym z polskich oficerów zawodowych Wacławem Plewaką a jego żoną Kamillą, która przebywała w tym czasie w okupowanym Kowlu. Porozumiewali się oni telegramami.
Co więcej, kiedy jeńcy polscy byli już wywożeni i mordowani, istniała możliwość nawiązania kontaktu z obozami. Znam przypadki wywiezionych w kwietniu 1940 roku do Kazachstanu żon polskich oficerów ze Starobielska, które po przybyciu na zsyłkę nawiązały łączność z obozem, choć prawdy o ich losie im nie przekazano. Sama zbrodnia była najściślej strzeżoną tajemnicą, ale wiadomo było, że Polacy przebywali w obozach specjalnych i że wiosną 1940 roku urwał się z nimi kontakt w związku z ich "zniknięciem" z tychże obozów.
Niemniej trzeba zaznaczyć, iż ze względów natury politycznej rząd Sikorskiego zajmował się w latach 1939 i 1940 sprawą polskich jeńców w ZSSR w niewielkim zakresie. Koncentrował się w tym czasie bardziej na zwalczaniu piłsudczyków oraz oczywiście również - dodajmy gwoli sprawiedliwości - organizowaniu sił zbrojnych z tych, którzy znaleźli się na Zachodzie, i szukaniu politycznego miejsca u boku Francji i Wielkiej Brytanii. Z perspektywy wiemy, że działania podjęte dla najpierw zabezpieczenia, a potem ustalenia losu oficerów znajdujących się w trzech obozach, były niewystarczające.
Trzeba jednak pamiętać, że zniknięcie polskich żołnierzy zostało przemyślnie zakamuflowane. Sowieci na ten temat milczeli. Chcieli przekonać, że jeńcy podzieleni na mniejsze grupy zostali przewiezieni do innych obozów i nadal znajdują się na terenie Związku Sowieckiego. Ponadto aż do wybuchu wojny z Niemcami i zawarcia w lipcu 1941 roku układu Sikorski-Majski stosunki dyplomatyczne pomiędzy rządem ZSSR a rządem RP formalnie i faktycznie nie istniały. Adresowane do jeńców przesyłki prywatne i kierowane przez Czerwony Krzyż wracały z adnotacją "adresat nieobecny".
Po nawiązaniu stosunków polsko-sowieckich sytuacja uległa zmianie. W związku z tworzeniem armii Andersa zaczęto naciskać na Stalina, aby odpowiedział, co się dzieje z polskimi oficerami, którzy po ogłoszonej amnestii nie zgłaszają się do punktów zbornych. Stalin cały czas zwodził Polaków posługując się tak absurdalnymi stwierdzeniami jak to, że "prawdopodobnie uciekli oni do Mandżurii". NKWD stwierdzał, że wymienieni oficerowie nie znajdują się na terenie Związku Sowieckiego bądź że Rosjanie ich szukają. Taki stan rzeczy trwał aż do ogłoszenia przez Niemców w 1943 roku prawdy o losie polskich oficerów. Hitlerowcy wykorzystywali ją oczywiście w celach propagandowych - zawyżyli liczbę pomordowanych w lesie katyńskim, rozciągając ją na wszystkich zabitych oficerów. Reakcją sowiecką było przypisanie odkrytego mordu Niemcom.
Postępowanie rządu w celu uzyskania informacji o zaginionych Polakach, szczególnie w okresie od wymordowania polskich oficerów, czyli od wiosny 1940 roku, aż do lipca 1941 roku, nie było zbyt energiczne. Nie podjęto adekwatnych do wagi sprawy działań, chociaż należy pamiętać, że możliwości polskie były ograniczone. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że polskie podziemie - cywilne i ZWZ - które udatnie działało na terenie okupacji niemieckiej, pod okupacją sowiecką było bardzo szybko i głęboko infiltrowane przez NKWD. Polacy podejmowali na przykład akcje zmierzające do oszacowania liczby Polaków wywożonych na wschód, ale nawet tu wiarygodność wyników była niska. Zlecano także misje specjalne, jak na przykład misja Aleksandra Klotza z ZWZ-2, który miał zdobyć na Wschodzie informacje o losie Polaków przetrzymywanych w głębi ZSRS. Jednak ani ta akcja, ani żadne inne działania nie pozwoliły przeniknąć tajemnicy.
Również Wielka Brytania, która jako sprzymierzeniec Polski powinna starać się reprezentować jej interesy w Moskwie, w okresie od 17 września 1939 do lipca 1941 roku, kiedy Polska nie miała żadnych kontaktów dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim, nie podjęła działań na rzecz polskich jeńców. Trzeba pamiętać, że w tym samym okresie, kiedy wyznaczano cel toczonej z Niemcami wojny, strona brytyjska już wyraźnie odżegnywała się od zagwarantowania granicy wschodniej naszego kraju. Brytyjczycy byli wobec Polski jako swojego sprzymierzeńca nieuczciwi i nielojalni. Po uderzeniu niemieckim na Związek Sowiecki alianci zyskali w nim bardzo cennego nowego sprzymierzeńca, a sprawa zaginionych jeńców polskich była dla nich tym mniej istotna, a nawet - należałoby powiedzieć - kłopotliwa.
Czy można więc powiedzieć, że amoralność porządku pojałtańskiego ma swój początek już przy okazji sprawy katyńskiej?
Istotnie, można tu mówić o stosowaniu podwójnych standardów. Wychodzono tu z założenia, że zbrodnie sowieckie nie mogą być traktowane w ten sam sposób co zbrodnie niemieckie. Nie podlegały tym samym kryteriom osądu, a w praktyce zostały spod niego całkiem wyłączone.
Jakie były losy sprawy zbrodni katyńskiej na procesie w Norymberdze?
W Norymberdze Sowieci spróbowali formalnie, na drodze sądowej, obciążyć odpowiedzialnością za zbrodnię katyńską Niemców. Główną rolę odegrał tutaj prokurator sowiecki Roman Rudenko, choć formalnie - o czym się często zapomina - wszystkie oskarżenia pracującego w latach 1945-1946 Trybunału były oskarżeniami wszystkich państw alianckich przeciwko Niemcom. Machina propagandy rosyjskiej pracowała nad udowodnieniem winy niemieckiej w sprawie katyńskiej już od kwietnia 1943 roku. NKWD podjął szereg działań operacyjnych na zajmowanych przez Armię Radziecką terenach Europy Środkowej. Przejmowano osoby, które znały prawdę o Katyniu, jak i dowody związane z tą zbrodnią, aby w ten sposób spreparować materiał dowodowy dla przeprowadzenie przed sądem kłamliwej wersji, przedstawionej w styczniu 1944 roku raporcie sowieckiej komisji Nikołaja Burdenki do spraw zbadania okoliczności zbrodni. NKWD i służby specjalne zmuszały osoby pracujące w międzynarodowej komisji lekarskiej w Katyniu w 1943 r., takie jak dr Frantisek Hájek z Pragi czy dr Marko Markow z Sofii, do zmiany ich wersji wydarzeń. Dysponujemy telegramami Wsiewołoda Mierkułowa, kierującego operacją mordowania Polaków w Katyniu, w których zalecał on delegaturze NKWD w Sofii, aby "dopilnowała sprawy Markowa" w 1945 roku. Jeszcze w 1943 roku zmuszono do zmiany zeznań chłopów z okolic Katynia.
Sowieci popełnili jednak zbyt wiele błędów, aby kłamstwo mogło zostać wzięte za prawdę. Pomylili między innymi numer niemieckiej jednostki, która jakoby miała dokonać zbrodni, a okazała się niewielką jednostką łączności, a także nazwisko oficera, który miał rzekomo dowodzić operacją mordowania jeńców w Katyniu. Oficer ściągnięty na rozprawę przed Trybunałem Norymberskim popsuł misterny plan Rudenki. Ostatecznie anglosascy uczestnicy procesu poznali się na rosyjskim kłamstwie. Sprawę zdjęto z wokandy i w ostatecznym orzeczeniu Trybunału w ogóle się ona nie pojawiła. Można uznać, że w tej sytuacji był to mimo wszystko pozytyw. Gdyby w Norymberdze obarczono zbrodnią katyńską Niemców, to później walczyć z kłamstwem byłoby daleko trudniej. Świadczy to jednocześnie o podwójnych standardach w rozliczaniu tego, co stało się w czasie wojny. Było bowiem jasne, że jeśli tego mordu nie dokonali Niemcy, o czym przekonali się sędziowie alianccy, to musieli się go dopuścić Sowieci. Ale sprawa nie miała dalszego ciągu.
Jaki jest aktualny status zbrodni katyńskiej?
Postępowanie w sprawie zbrodni, prowadzone przez Generalną Wojskową Prokuraturę Federacji Rosyjskiej w latach dziewięćdziesiątych jako Ugołownoje dieło nr 159, czyli "Sprawa karna/kryminalna nr 159", zostało — pomimo zgromadzenia dużego materiału w okresie prezydentury Borysa Jelcyna — w okresie rządów Władimira Putina zakończone bez żadnych konkluzji. Najpierw odmówiono podania do wiadomości publicznej wyników śledztwa; później stwierdzono, że do sprawy nie stosuje się żadna znana w rosyjskim prawodawstwie kwalifikacji mordu zbiorowego. Wedle tego stanowiska, Katyń nie był ani zbrodnią przeciwko ludzkości, ani przestępstwem, które określa się jako represję stalinowską czy ludobójstwo. Można powiedzieć, że Moskwa każe traktować zbrodnię katyńską jako serię zabójstw pospolitych - albo coś, czego... nie było.
Śledztwo wszczęte przez Instytut Pamięci Narodowej jest w toku.
Dr Witold Wasilewski - historyk, specjalista w dziedzinie historii najnowszej, pracownik centrali Biura Edukacji Publicznej IPN, autor m.in.: Marian Zdziechowski wobec myśli rosyjskiej XIX i XX wieku (2005).
Źródło: Muzeum Historii Polski.
|
| 1957 |
Kościół Mariacki w Krakowie odzyskał ołtarz Wita Stwosza wywieziony do Niemiec w czasie II wojny światowej. |
| 1967 |
Odbył się pierwszy koncert zespołu Rolling Stones w Polsce. |
| 14 kwietnia |
| 1929 |
Po dymisji rządu Bartla powołano rząd Kazimierza Świtalskiego, tzw. rząd pułkowników. |
| 1934 |
Na skutek rozłamu w Stronnictwie Narodowym powstał Obóz Narodowo Radykalny. |
| 1950 |
P odpisanie "porozumienia między przedstawicielami rządu RP i episkopatu plskiego". Kościół zachował prawo do nauczania religii w szkołach, prowadzenia działalności duszpasterskiej w wojsku, więzieniach i szpitalach.
|
|
1985
|
Ogłoszenie w Krakowie deklaracji założycielskiej Ruchu "Wolność i Pokój". |
| 15 kwietnia |
| 1919 |
Rozwiązanie w Paryżu Komitetu Narodowego Polskiego. |
| 1967 |
Stocznia Gdańska otrzymuje imię Lenina. |
| 1983 |
Rozpoczęcie budowy metra w Warszawie.
 15 kwietnia 1983 r. na odcinku między stacjami A-4 Stokłosy i A-5 Ursynów wbito pierwszy pal obudowy wykopu pierwszej linii metra. Ten dzień uznaje się za początek budowy metra. Chyba nikt wówczas nie przypuszczał, że na pierwszy przejazd przyjdzie warszawiakom czekać tak długo. Wszystko wskazywało na to, że inwestycja pójdzie sprawnie.
Decyzję o rozpoczęciu budowy metra w Warszawie rząd PRL podjął w styczniu 1982 roku. 25 stycznia zamiar budowy metra został przedstawiony w Sejmie. Z jednej strony decyzja ta podyktowana była oczywistymi potrzebami komunikacyjnymi wielkiego miasta, z drugiej - moment jej podjęcia (tuż po wprowadzeniu stanu wojennego) sprawia, że można upatrywać w niej również gestu propagandowego.
Od chwili ogłoszenia decyzji o budowie przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego do wbicia pierwszego pala minęło więc zaledwie piętnaście miesięcy - bardzo mało, porównując z dzisiejszymi realiami. Niestety, szybko się okazało, że ta kolejna budowa socjalizmu wytraca tempo. Już w dwa lata po rozpoczęciu budowy, w 1985 roku, ograniczono finansowanie i zrewidowano harmonogram oddawania metra do użytku - pierwszy odcinek miał zostać uruchomiony rok, a całe metro dwa lata później niż pierwotnie planowano. Również tych terminów nie udało się dotrzymać, gdyż państwo coraz większą część wydatków przerzucało na barki miasta, które również nie radziło sobie z finansowaniem budowy. W 1989 roku zapadła decyzja o skoncentrowaniu się na budowie pierwszego odcinka metra (do stacji Politechnika) i zaprzestaniu robót na północ od tej stacji - przerwano m. in. rozpoczętą niedługo wcześniej budowę tunelu między stacjami Dworzec Gdański i Muranów. Z planów wypadły przy okazji stacje Plac Konstytucji i właśnie Muranów. Zalany wówczas wodą tunel pod ulicą Andersa został osuszony w 2002 roku i po otwarciu stacji Dworzec Gdański korzystają z niego pociągi.
Załamanie ustroju wybitnie nie sprzyjało tak dużej inwestycji. Nawet jedenastokilometrowego pierwszego odcinka nie udało się ukończyć w zaplanowanym terminie. Budżet centralny niemal zupełnie przestał finansować budowę.
Najtrudniejszy dla budowy metra był początek lat dziewięćdziesiątych, gdy brak środków stał się tak dotkliwy, że znacząco ograniczono prace budowlane i zwolniono część pracowników Generalnej Dyrekcji Budowy Metra. Nie brak było głosów przeciwnych dalszemu finansowaniu kosztownej inwestycji i postulujących przeznaczenie środków raczej na drogi czy służbę zdrowia niż metro.
Pomimo wielu trudności budowa metra posuwała się, choć bardzo powoli. Ostatecznie pierwszy odcinek od stacji Kabaty do stacji Politechnika gotowy był pod koniec 1994 roku, a całą linię ukończono 25 października 2008 roku.
Źródło: Muzeum Historii Polski.
|
| 1998 |
Rząd ogłosił program restrukturyzacji górnictwa, zakładający między innymi zwolnienie z kopalń około 70 tysięcy pracowników w ciągu 4 lat. Procesowi temu miał towarzyszyć program osłon socjalnych, oplegający na płatnych urlopach i odprawach w wysokości około 50 tysięcy złotych na osobę, na co nie mogli liczyć pracownicy innych zakładów. |
| 16 kwietnia |
| 1919 |
Ruszyła polska ofensywa na Wilno. |
| 1927 |
Pierwsza transmisja radiowa hejnału z wieży kościoła Mariackiego w Krakowie.
 Pierwszą rozgłośnią radiową nadającą codzienny program była stacja próbna Polskiego Towarzystwa Radiofonicznego, która rozpoczęła emisję 1 lutego 1925 r. Inauguracja koncesjonowanej stacji należącej do spółki Polskie Radio nastąpiła 18 kwietnia następnego roku w Warszawie. Audycje były nadawane od godziny 17 do 23.
Program składał się m.in. z koncertów, odczytów oraz audycji dla dzieci. Pod koniec 1926 r. Polskie Radio miało około 47 tysięcy abonentów i przystąpiło do organizacji rozgłośni regionalnych. Pierwsza z nich rozpoczęła działalność w Krakowie w lutym 1927 r. W Wielką Sobotę tego roku radiostacja krakowska nadała program ogólnopolski, w którym po raz pierwszy zabrzmiał hejnał z wieży kościoła Mariackiego. Stał się on sygnałem krakowskiej stacji. Kolejne rozgłośnie regionalne - w Poznaniu, Katowicach i Wilnie - przyczyniły się znacznie do wzrostu popularności radia w międzywojennej Polsce.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1936 |
We Lwowie w wyniku walk z policją zginęło czternaście osób. |
|
1945
|
Armia Czerwona rozpoczęła operację berlińską, w której wzięły udział 1 i 2 Armia WP. |
| 1991 |
Pierwsza sesja Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie
 Otwarcie GPW w Warszawie stanowiło niejako symboliczne pożegnanie komunizmu. Sytuacja była tym bardziej wymowna, że giełdę ulokowano w dawnym Domu Partii przy Alejach Jerozolimskich, gdzie jeszcze kilka lat wcześniej PZPR budowała wizje gospodarki planowej, sterowanej przez odgórne zarządzenia, w której każdy miał tylko wykonywać polecenia państwa. Giełda umożliwiła wolny obrót papierami wartościowymi, zwyczajni obywatele mogli od tej pory uczestniczyć w ogromnych inwestycjach, a spółki - zdobywać kapitał na finansowanie rozwoju.
Na pierwszej sesji było zaledwie pięć spółek: Tonsil, Próchnik, Krosno, Kable i Exbud. Sesje odbywały się raz w tygodniu, a wykresy i statystyki inwestorzy sami rysowali kolorowymi kredkami w zeszytach. Dla porównania, pod koniec roku 2006 na giełdzie warszawskiej notowano prawie trzysta spółek, których papierami można było obracać przez siedem godzin we wszystkie dni powszednie. Notowania, wszelkie możliwe wykresy wraz z różnorodnymi oscylatorami dostępne są bezpłatnie w internecie.
Źródło: Muzeum Historii
|
| 2003 |
W Atenach podpisano Traktat Akcesyjny regulujący warunki wejścia do Unii Europejskiej Polski oraz Cypru, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Malty, Słowacji, Słowenii i Węgier. Dokument składa się z: traktatu w sprawie przystąpienia, aktu dotyczącego warunków przystąpienia i dopasowania do juz istniejących traktatów, protokołów dodatkowych, wspólnych i jednostronnych deklaracji, aktu końcowego. Liczy około 6 tysięcy stron (o Polsce około tysiąca). Ze strony polskiej dokument w obecności Aleksandra Kwaśniewskiego podpisali: premier Leszek Miller, minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz i minister do spraw europejskich Danuta Huebner. |
| 17 kwietnia |
| 1937 |
Na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu otwarto Pawilon Polski. Za całość ekspozycji przyznano Polsce 281 odznaczeń, w tym 86 Grand Prix. |
| 1989 |
Zarejestrowano NSZZ "Solidarność". |
| 2004 |
Poświęcenie pierwszego w Polsce chaczkaru.
 W 89. rocznicę ludobójstwa Ormian w Turcji, odsłonięto pierwszy polski chaczkar (dosłownie "kamień krzyżowy" - od krzyża, który jest jego najważniejszym elementem dekoracyjnym), czyli tradycyjną ormiańską płytę wotywną. W tym przypadku pomnik ten wzniesiono w celu upamiętnienia Ormian, "którzy od XIV wieku mieszkali w Polsce i położyli wiele zasług dla Rzeczypospolitej", a także tych, którzy zginęli w Turcji oraz na polskich Kresach Wschodnich w czasie II wojny światowej. Chaczkar ustawiono na terenie otaczającym krakowski kościół św. Mikołaja przy ulicy Kopernika 9 (tuż obok słynnej latarni umarłych), gdzie regularnie odbywają się ormiańskie uroczystości religijne. Ponadto wybór ten uzasadniony był związkiem świątyni z przebiegającym dawniej obok niej traktem prowadzącym do historycznego centrum Krakowa przez Bramę Mikołajską - tradycyjną drogę pokonywaną przez zmierzających do tego miasta ormiańskich kupców.
Jednym z głównych inicjatorów wystawienia chaczkaru był kapelan ormiański ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który wziął sobie do serca ubolewanie ambasadora Armenii w Polsce nad tym, że brakuje miejsca upamiętniającego krakowskich Ormian. Pomnik wykonano w zakładzie kamieniarskim Stanisława Cekiery w podkrakowskich Dębnikach według projektu Jacka Chrząszczewskiego, nawiązującego w swej formie do absydy katedry ormiańskiej we Lwowie - jedynej, jaka znajdowała się na ziemiach polskich. Jego górną część zdobi gzyms stalaktytowy (tzw. mukarnas), charakterystyczny dla sztuki ormiańskiej. Uroczystego odsłonięcia dokonał Paweł Pytko, przewodniczący Rady Miasta Krakowa, poświęcenia natomiast metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski. W uroczystościach uczestniczyli Ormianie z Polski i z Armenii oraz przedstawiciele władz miejskich. Obecnie przed chaczkarem corocznie odbywają się obchody upamiętniające ludobójstwo z 1915 r.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 18 kwietnia |
| 1926 |
W Warszawie otwarto oficjalnie pierwszą stację polskiego Radia. Program rozpoczął się wykonaniem Poloneza As-dur Chopina. |
| 1971 |
W opublikowanych tezach PZPR i ZSL zapowiedziano zniesienie systemu dostaw oowiązkowych oraz objęcie ludności rolniczej obowiązkowymi ubezpieczeniami. |
| 2007 |
Komitet Wykonawczy UEFA zadecydował, że Mistrostwa Europy w Piłce Nożnej w 2012 roku zorganizują wspólnie Polska i Ukraina. |
| 19 kwietnia |
| 1919 |
Zajęcie Wilna przez oddziały polskie. |
|
Wybuch powstania w getcie warszawskim, które trwało do 16 maja.
 Z dr. Andrzejem Żbikowskim rozmawia Klaudia Grabowska
Czy decyzja o powstaniu była dla Niemców zaskoczeniem?
Wybuch powstania był dla Niemców zaskoczeniem. Zdawali sobie oni sprawę z tego, że w getcie działa konspiracja, jednak nie mieli pojęcia, czy jest ona uzbrojona ani czy ma kontakty ze stroną polską. W ogóle w sytuacji w getcie i w panujących tam stosunkach nie orientowali się zbyt dobrze. Między końcem lipca a końcem września odbyła się w Warszawie wielka akcja likwidacyjna, po której zwarte getto przestało właściwie istnieć. To, co przetrwało aż do okresu powstania, to getto szczątkowe, podzielone na osobne sektory, w których mieszkali tzw. legalni, czyli Żydzi zatrudnieni w warsztatach niemieckich i mający przepustki uprawniający do wychodzenia w kolumnach do pracy. Do getta, w którym legalnie mieszkali członkowie ich rodzin, wracali na noc. Takich ludzi było około 35 tysięcy. Tyle właśnie numerków na życie wydały władze niemieckie pod koniec wielkiej akcji. Niemal drugie tyle mieszkańców getta stanowili "nielegalni", którzy ukrywali się w opustoszałych domach i poruszali się tylko w nocy. Było ich od 20 do 30 tysięcy. Z pół miliona ludzi zostało więc łącznie około 60 tysięcy. Ponad 250 tysięcy Niemcy wywieźli do Treblinki i tam zamordowali. Można więc sobie wyobrazić, że pustych domów było już bardzo dużo. Jedynie niektóre były zamieszkałe - przez ludzi "legalnych" czy "nielegalnych". Getto było zasiedlone wyspowo. Nie było jeszcze zniszczone, ale zupełnie opustoszałe. Na jego terenie działały co prawda komanda sprzątające, które zbierały cenne rzeczy i odnosiły je do placówki niemieckiej, jednak Niemcy nie interweniowali zbyt często i nie chodzili po getcie.
Jacy ludzie zamieszkiwali getto w ostatnim okresie jego istnienia?
W grupie osób, którym udało się uniknąć wywiezienia do Treblinki, przeważali ludzie, którzy jeszcze nadawali się do pracy, czyli młodzi, silni. Wywózkom najdłużej opierali się Żydzi, którzy mieli jakieś zajęcie. Wśród ukrywających się było stosunkowo dużo osób samotnych i w większym stopniu zasymilowanych. Tam już nie było tak wielu, jak w zwyczajnym żydowskim mieście, ubranych tradycyjnie chasydów z długimi brodami. Znaczna część młodzieży była już zorganizowana. Zbierali się w syjonistycznych bądź socjalistycznych grupach młodzieżowych, związanych z partiami politycznymi, które wcześniej nielegalnie działały w getcie. Ludzie ci byli ze sobą w ciągłym kontakcie. Zaczęli się zastanawiać, co można zrobić i jak zaprotestować przeciwko niemieckiej polityce mordów i wysiedleń. Pierwsze spotkania tych najbardziej aktywnych działaczy z rozproszonych grup odbywały się już pod koniec sierpnia 1942 roku. W październiku zaczęto rozmawiać o centralnej organizacji konspiracyjnej. Od końca wielkiej akcji likwidacyjnej - 21 września 1942 roku, kiedy odszedł ostatni pociąg do Treblinki - do stycznia 1943 trwał okres przygotowań. Prowadzili je ludzie związani z organizacjami syjonistycznymi i lewicowymi, w tym z komunistami. Próbowano nawiązać kontakt z polskim podziemiem, zdobyć broń, instrukcje, zorganizować pomoc. Przez lata zamknięcia w getcie kontakty te były sporadyczne. Odbywały się raczej na obszarze marginesu społecznego i dotyczyły ludzi związanych ze szmuglem żywności. To ważne, bo ci właśnie ludzie odegrali bardzo ważną rolę w czasie przygotowań.
Środowisko lewicowo-syjonistyczne powołało konspiracyjną organizację o nazwie Żydowska Organizacja Bojowa. ŻOB-owcy, ta elita młodych konspiratorów, kierowana przez Mordechaja Anielewicza, byli bardzo zróżnicowani ideowo. Jeszcze przed wojną spierali się o to, jak ma wyglądać przyszłość na emigracji, jak szybko trzeba wyjeżdżać do Palestyny, jak ma wyglądać budowa nowego państwa żydowskiego. Większość miała przekonania lewicowe, przed wojną należała do któregoś z ruchów lewicowych i żywiła sympatię do Związku Radzieckiego.
Przekonanie o konieczności przygotowania się do emigracji do Palestyny było podstawowym elementem ideologii syjonistycznej. Jako główne zadania stawiano sobie: obronę - w Europie przed Niemcami, a w Palestynie przed Arabami - oraz przygotowanie ludzi do budowania państwa rolniczego od podstaw. Trzeba więc było przyuczyć ich do zawodów, które będą tam później potrzebne. Syjoniści szkolili się przed wojną, pracując na wspólnych farmach, w kibucach.
Skąd Żydzi mieli broń, w jaki sposób ją zdobywali?
Początkowo ŻOB-owcy nie mieli żadnej broni - dopiero w listopadzie 1942 roku dostali pierwsze dziesięć pistoletów, podczas gdy organizacja zrzeszała prawie tysiąc osób.
Jednak sytuacja się zmieniała. Przychodziły wiadomości z całej Polski, że Niemcy likwidują kolejne gminy żydowskie, wysyłają Żydów do różnych ośrodków zagłady i mordują. Było jasne, że Niemcy nie zostawią getta warszawskiego w spokoju. Z jednej strony próbowano więc zdobyć środki finansowe, a z drugiej - w porozumieniu z pracującymi, którzy wychodzili na drugą stronę, nawiązać jakieś kontakty i kupić broń. Głównemu nurtowi ruchu oporu w getcie nie udało się zdobyć zbyt wiele broni.
Jednak na początku grudnia 1942 roku pojawiła się zwarta grupa dobrze przygotowanych młodych ludzi związanych z organizacją Betar. Była to młodzieżowa przybudówka radykalnej organizacji syjonistów-rewizjonistów, która jeszcze przed wojną nastawiona była na czynną walkę o państwo żydowskie w Palestynie. Byli w niej młodzi ludzie, średnio około dwudziestu lat, pochodzący z dobrych, zamożnych domów, bardzo zasymilowani, dobrze wykształceni - po liceach, i bardzo często też po przeszkoleniu w polskim wojsku. Przyjechali z farmy spod Hrubieszowa, gdzie się ukrywali zwartą grupą ponad stu osób, nawiązali tu kontakty i zaczęli się przygotowywać do oporu zbrojnego, który miał być reakcją na działania niemieckie. Zdobywali środki na cele organizacyjne, zamożnych Żydów, którzy dorobili się w getcie lub ukryli majątek, zmuszając do darowizn, wymuszając haracze i okupy. Za zdobyte w ten sposób pieniądze w porozumieniu z polską konspiracją kupowali broń.
Operatywna grupa betarowców, która później stworzyła Żydowski Związek Wojskowy, radziła sobie znacznie lepiej niż ideowi lewicowi syjoniści, którzy byli słabiej uzbrojeni. W sumie na terenie getta na 50-60 tysięcy ludzi około tysiąca było zaangażowanych w działalność konspiracyjną. Była to znacząca grupa młodych ludzi, która doskonale się w tym opustoszałym getcie poruszała.
18 stycznia Niemcy powrócili do czynnej polityki wobec Żydów w Warszawie, co wiązało się z wizytą szefa SS i policji w Rzeszy i całej okupowanej Europie, Heinricha Himmlera, który rozmawiał z dowódcami warszawskimi o planach likwidacji dzielnicy żydowskiej. Niemcy skierowali do getta pierwszą grupę zbrojną, która Judenrat - organ żydowskiego samorządu uzależniony od Niemiec - miała zmusić do przygotowania do wyjazdu na Lubelszczyznę, do obozów pracy w Poniatowej i w Trawnikach, transportu 6 tysięcy osób. W trakcie ich zbierania - wyganiania z domów i kierowania na Umschlagplatz, plac przeładunkowy przy ulicy Stawki, z którego odchodziły transporty Żydów - doszło do pierwszego aktu oporu. W grupie złapanych ludzi było kilku bojowców, którzy mieli dwa pistolety i zaczęli strzelać. Ludzie wpadli w panikę. Wydarzenie to nazywamy samoobroną styczniową. Niemcy zrealizowali jednak swój plan i wysłali transport do Trawnik, ale już wiedzieli, że w getcie coś zaczęło się dziać.
Samoobrona styczniowa odbiła się echem w polskiej konspiracji. Stało się głośno o tym, że Żydzi strzelają i nie chcą, tak jak wcześniej, dobrowolnie dać się wysyłać w nieznanym kierunku. Kontakty z żydowskimi organizacjami podziemnymi stały się intensywniejsze. Doszło do pierwszych spotkań przedstawicieli ŻOB z oficerami Armii Krajowej. Żydzi odebrali pierwszy większy transport pistoletów i granatów. Oprócz 50 pistoletów, które Okręg Warszawski AK przeznaczył dla bojowców, AK wysłała również paru instruktorów, którzy mieli szkolić ludzi za murem. Współpraca się rozwijała. Żydzi nadal pracowali na placówkach, kupowali broń. Lepiej uzbrojony Żydowski Związek Wojskowy dysponował tajnym przejściem - podkopem z budynku w getcie do gmachu po polskiej stronie. Dziś już nie ma placu Muranowskiego, przy którym stały te kamienice. Znajdował się on na pograniczu Starego Miasta, blisko ulicy Bonifraterskiej. To właśnie tamtędy przerzucano broń, wysyłano emisariuszy. Wszystko to trwało spokojnie do 19 kwietnia. W nocy z 18 na 19 doszło do koncentracji sił niemieckich wokół getta. O 6 rano ruszyły dwie pierwsze kolumny niemieckie i wkroczyły do getta w liczbie nieco poniżej 2 tysięcy. Około 500 stanowili Trawnikimänner, czyli rosyjskojęzyczni jeńcy, którzy przeszli na stronę Niemców i zostali przeszkoleni w obozie w Trawnikach jako straż obozowa. Mieli karabiny, nadawali się do konwojowania i do pilnowania. Oprócz tego Niemcy zmobilizowali polską policję, która podwoiła posterunki wokół muru, żeby nikt nie uciekał.
Sam moment wybuchu powstania jest więc konsekwencją wejścia Niemców do getta?
Tak. Młodzi Żydzi byli już do tego przygotowani. Obserwowali sytuację, dostawali sygnały od strony polskiej i zdawali sobie sprawę z tego, że Niemcy prędzej czy później zdecydują się na jakiś ruch. Żydzi podzieleni byli na grupy bojowców - było ich około 30, a w każdej działało 10-15 osób. Według historyków powstania, z których najważniejszym żyjącym jest Izrael Gutman, z reguły każdy z bojowców miał własny pistolet i przynajmniej dziesięć nabojów. Powstańcy mieli też kilkaset granatów i sporo butelek zapalających, tak zwanych koktajli Mołotowa. Niemcy zaatakowali getto z dwóch stron. Od Nalewek, które były jedną z głównych arterii, weszła główna kolumna i tam wybuchły pierwsze walki. Toczyły się one w północnej części getta. 19 kwietnia Niemcy weszli do getta dwa razy. Po południu bojowcy wywiesili na budynku dwa sztandary: niebieski, czyli syjonistyczny, żydowski, i polski - biało-czerwony. Niemcy, ostrzelani i obrzuceni granatami przez bojowców, wyszli na noc z getta. Następnego dnia ruszyli przede wszystkim na duży, zwarty, otoczony wysokimi kamienicami plac Muranowski - tam, gdzie na rogu w jednej z kamienic znajdowało się przejście podziemne. Walki przybrały na sile. Toczyły się między innymi w fabryce u wylotu Bonifraterskiej - w Szopie Szczotkarzy - gdzie walczyli głównie bojowcy z Bundu pod dowództwem Marka Edelmana. Trzeciego dnia na placu Muranowskim wciąż trwały zacięte walki. Po ich zakończeniu część bojowców przedostała się na stronę aryjską, a inną część Polacy przetransportowali na Pragę i stamtąd Wałem Miedzeszyńskim w stronę Józefowa, gdzie ukrywali się przez kilka miesięcy. Później, zadenuncjowani przez polskiego policjanta, zginęli w większości w walce. Druga dobrze uzbrojona grupa wyszła 22 albo 23 kwietnia - nie mamy pewności kiedy, gdyż przeżyło ich niewielu, niektóre szczegóły nie są znane do dzisiaj.
Czy Niemcy zdawali sobie sprawę z tego, że walczący opuszczają getto?
Kilkanaście osób zostało otoczonych i zabitych już za murem getta. O części, która się wycofała, nie wiedzieli, gdyż to wszystko działo się w głębokiej tajemnicy. Ludzi związanych z władzami getta, Judenratami i policją żydowską było tyle samo co bojowców - około tysiąca. Liczyli na to, że Niemcy ich zachowają przy życiu. Myśleli, że nadal będą potrzebni. Reszta od dawna przygotowywała się na coś złego. Najbardziej typową postawą tych mieszkańców getta było szykowanie kryjówek. Chcieli przeczekać, ukryć się na jakiś czas, a później być może dokądś uciec, o ile nadarzyłaby się okazja. Kryjówki urządzano przede wszystkim w schronach wykopanych pod podłogami piwnic. Wyposażano je w zapasy żywności, wodę. Kiedy wybuchło powstanie, ludzie pochowali się w przygotowanych miejscach. Po trzech dniach, kiedy walki skończyły się z braku amunicji, część wyszła, reszta nadal siedziała w bunkrach.
Czy podjęto próby wyprowadzenia z getta ludności cywilnej?
Nie było na to absolutnie żadnych szans. Tylko pojedyncze grupy bojowców próbowały wychodzić z getta.
Jak długo trwało powstanie i co działo się po jego zakończeniu?
Powstanie jako silny opór zbrojny trwało trzy dni. Następne dni również nazywamy powstaniem w getcie, choć walka praktycznie się skończyła, a bojowcy się ukrywali. Niemcy palili dom po domu, szukali z psami schronów i wyprowadzali z nich ludzi na Umschlagplatz, wysyłali do obozów pracy. Trwało to do 16 maja. Wtedy na rozkaz Jürgena Stroopa, komendanta policji i SS, wysadzono wielką synagogę na ulicy Tłomackie, która stała tam, gdzie dziś jest plac Bankowy. Było to symboliczne zakończenie likwidacji żydowskiej dzielnicy w Warszawie. Wcześniej, 8 maja, wykryto bunkier dowództwa ŻOB przy ulicy Miłej 18. To są właśnie dwie symboliczne daty, wskazujące koniec samoobrony żydowskiej.
Cały czerwiec i lipiec Niemcy przeszukiwali domy getta, większość z nich burzyli i podpalali. Ludzie uciekali lub wychodzili i poddawali się. Niemcy wywieźli około 40 tysięcy. Część zabili na miejscu. Dziś szacuje się, że zamordowanych zostało bądź zginęło w płomieniach kilkanaście tysięcy ludzi. Do Treblinki, działającej do sierpnia 1942 roku, skierowano tylko jeden transport Żydów warszawskich, liczący prawie siedem tysięcy osób. Byli to najmłodsi spośród złapanych, wśród nich zapewne również bojowcy z getta. Resztę Żydów z Warszawy wysłano do obozów pracy w Poniatowej i Trawnikach, gdzie przebywali do początku listopada 1943 roku, kiedy to Niemcy w ramach akcji "Erntefest", czyli "Dożynki", zlikwidowali wszystkie obozy pracy na Lubelszczyźnie i wymordowali wszystkich osadzonych w nich Żydów. Z Poniatowej przeżyły tylko dwie osoby.
Jaki był udział AK w przygotowaniach do powstania? Czy po jego wybuchu polskie podziemie udzieliło Żydom realnej pomocy?
AK dała nieco broni, nie było jej dużo. W komendzie okręgu warszawskiego dyskutowano o tym, jak można pomóc powstańcom, i zdecydowano się na dwie akcje pomocowe. Pierwszą przeprowadzono już pierwszego dnia, na Bonifraterskiej, drugą - dwa dni później na Okopowej. Obydwie skończyły się niepowodzeniem. Na Bonifraterskiej nie udało się zlikwidować niemieckiego punktu ogniowego, na Okopowej nie wybuchła przygotowana wcześniej mina. Pomoc była więc zupełnie nieefektywna i w zasadzie AK w ogóle realnie nie pomogła ani bojowcom, ani ludziom uwięzionym w getcie.
Znaczenie miało jednak co innego. Wcześniej o transportach Żydów do Treblinki było względnie cicho, a polskie podziemie słabo orientowało się w tym, co się dzieje z mieszkańcami warszawskiego getta - dopiero w październiku 1942 roku ukazały się pierwsze artykuły w prasie konspiracyjnej i zaczęto wysyłać raporty do Londynu. Natomiast od pierwszego dnia powstania w getcie w środowisku polskiej konspiracji zrobiło się o nim bardzo głośno. Od razu pojawiły się artykuły opisujące opór warszawskich Żydów. Już w pierwszym numerze wychodzącego co tydzień "Biuletynu Informacyjnego Komendy Głównej AK" z okresu powstania ukazał się dość obszerny artykuł o bohaterskim oporze Żydów. Zaczęto bardzo głośno nawoływać do udzielania pomocy powstańcom, wspierania ich, okazywania sympatii uciekinierom. Ton artykułów był bardzo podniosły: oto Żydzi pokazali, jak należy się bronić, a walka ma znaczenie. Oprócz tego codziennie szły do Londynu nadawane przez konspiracyjną radiostację wiadomości o sytuacji w getcie. Meldunki te wysyłał głównie szef Kierownictwa Walki Cywilnej, Stefan Korboński, pseudonim "Nowak" lub "Zieliński". Były to bardzo krótkie szyfrogramy. Władze emigracyjne w Londynie bardzo szybko poinformowały o nich Anglików. Akcja informacyjna miała więc duże znaczenie. W czasie palenia getta nadano bardzo ważną, utrzymaną w podniosłym tonie audycję radiową z przemówieniem premiera Władysława Sikorskiego, w którym wyraził wielkie uznanie dla powstańców. Odczytany został wtedy przekazany przez konspirację list Mordechaja Anielewicza do komendanta AK, co miało wielkie znaczenie symboliczne.
Jakie były dalsze losy powstańców?
Uratowało się niewielu. Z ŻZW zginęli prawie wszyscy - wyzwolenia doczekały zaledwie trzy osoby. Z getta udało się wyjść łącznie około osiemdziesięciu ŻOB-owcom, drugą grupę jeden z bojowców, Kazik Ratajzer, wyprowadził kanałami, przez właz przy Prostej. Wywieziono ich potem, ukrytych w dwóch ciężarówkach, za miasto, na północ, do Łomianek. Większość z tych ludzi przeżyła - byli wśród nich Marek Edelman i jedna z bardziej znanych aktywistek młodzieżowej organizacji syjonistycznej Dror, Cywia Lubetkin. Część z nich zginęła wydana przez jakiegoś Polaka, a pozostali - między innymi Icchak Cukierman, mąż Cywii Lubetkin, oraz Marek Edelman - stworzyli zrąb plutonu Żydowskiej Organizacji Bojowej, który wziął później udział w powstaniu warszawskim.
Icchak Cukierman w czasie powstania nie przebywał w getcie. Był on kimś w rodzaju delegata ŻOB i dwa dni przed wybuchem powstania został wysłany na aryjską stronę, żeby koordynować kontakty z polską konspiracją. Jego poprzednik wpadł, jego samego też uratowano cudem. Takich udokumentowanych, bardzo szczegółowych historii poszczególnych ludzi jest sporo, stanowią one szalenie ważny fragment okupacyjnego losu żydowskiego. Wszystkie razem łączą się w znany powszechnie na świecie symbol oporu, oddania, bohaterstwa, który często tłumi czy też zakrywa wiedzę o losach Warszawy w ogóle, a szczególnie o powstaniu warszawskim.
Powstanie warszawskie jest za granicą często mylone z powstaniem w getcie. Z czego to wynika?
Te dwa wydarzenia zlewały się z różnych względów. Po wojnie bardzo niechętnie mówiono o powstaniu warszawskim 1944 roku, chciano zatrzeć po nim ślad. Obchody jego rocznic były przez bardzo długi czas nielegalne. Później o bohaterstwie Warszawy w 1944 roku mówiono bardzo ogólnie, nie wspominając, kto tym powstaniem dowodził i kto w nim walczył. Dlatego dobrze było przywoływać epizod zrywu żydowskiego i zniszczenia getta, bo on dawał się wykorzystywać propagandowo. Tego, co stało się w getcie, współcześnie nie nazywano powstaniem - to był po prostu opór Żydów lub co najwyżej samoobrona. Nazwa, którą się dziś posługujemy, mówiąc o tych wydarzeniach, zaczęła funkcjonować dopiero po wojnie. Przyczyniły się do tego władze komunistyczne, które bardzo wspierały podniosłe nazywanie samoobrony żydowskiej.
Z jednej strony o latach wojennych w Warszawie trzeba było coś mówić, a z drugiej - akurat powstanie warszawskie z różnych względów nie było tym, o czym Rosjanie mówić by chcieli.
Otóż to. Jest to również kwestia recepcji wiedzy o tych wydarzeniach przez społeczeństwo oraz zmieniających się sposobów jego upamiętniania. Pomnik Bohaterów Getta autorstwa Natana Rapaporta powstał już w 1948 roku i stoi do dziś. W piątą rocznicę zrywu żydowskiego odbyły się wielkie obchody. Propagandowo komuniści wykorzystywali powstanie w stu procentach. Wszyscy akowcy byli jeśli nie prześladowani, to po okresie złagodzenia polityki i amnestii w 1947 roku odsuwani w cień. Dowództwo Armii Krajowej i powstania 1944 roku było potępiane.
Czy te dwa zrywy są w jakimś sensie porównywalne?
Tych dwóch powstań nie można porównywać i - co jest teraz modne - zestawiać ich ze sobą. Zbliżone były tylko bohaterstwo żołnierzy i bojowców oraz cierpienia ludności cywilnej - ludzie kryli się w piwnicach, byli narażeni na gwałty, na egzekucje. Zakres, rozmiar, długość i intensywność prowadzonych walk, liczba zaangażowanej w wydarzenia ludności są nieporównywalne. W 1944 roku było wielkie powstanie, angażując wielotysięczne oddziały żołnierzy z Armii Krajowej, którzy brali czynny udział w walkach, gdy rok wcześniej walczyło dosłownie kilkaset osób, mających tyleż pistoletów. Trudno też porównywać przebieg walk - powstańcy warszawscy odnosili militarne sukcesy w trakcie walk, zdobywali różne obiekty, likwidowali grupy niemieckie. Żydzi natomiast byli tylko w stanie dać wyraz swojemu bohaterstwu.
Jakie były straty Niemców?
Nie wiemy dokładnie, ilu ich zginęło. Według raportu dowódcy sił niemieckich, Jürgena Stroopa, zastrzelono sześciu Niemców i dziesięciu "Trawników", a kilkudziesięciu żołnierzy i policjantów raniono. Możliwe, że Stroop zaniżył własne straty w raportach dla przełożonych, ale pistolety nie mogły Niemcom wyrządzić wiele krzywdy, bo nie nadają się do działań tego rodzaju. Bojowcy z ŻOB mieli dosłownie kilka karabinów, możliwe nawet, że tylko jeden.
W powszechnej świadomości powstanie w getcie warszawskim było jedynym aktem oporu Żydów podczas drugiej wojny światowej.
Do podobnych aktów oporu doszło też w innych gettach. Młodzieżowe środowiska konspiracyjne powstały w naturalny sposób we wszystkich gettach.
Niemcy likwidowali społeczności żydowskie w wyrafinowany sposób. Rzadko i tylko w małych miejscowościach zdarzało się, aby Niemcy zlikwidowali taką społeczność jednorazową akcją. Zazwyczaj ich działania podzielone były na kilka etapów - im większe getto, tym etapów było więcej. Jednorazowa likwidacja całej dużej społeczności żydowskiej miałaby nieporównywalnie większy wpływ na całe otoczenie. Niemcy nie chcieli wystraszyć ludności polskiej. Chcieli też maksymalnie wykorzystać tych Żydów, którzy byli przydatni do pracy. W miastach i miasteczkach było przecież sporo specjalistów, rzemieślników potrzebnych do obsługi sił okupacyjnych. Większość stolarzy, szklarzy, murarzy to byli przeważnie właśnie Żydzi - taki był podział pracy między Polakami i Żydami przed wojną.
Najpierw wysyłano do ośrodków zagłady osoby starsze i dzieci, nieprzydatne Niemcom. Zostawiano osoby nadające się do pracy przymusowej i te, które tworzyły administrację wewnątrz getta, czyli członków rady żydowskiej, żydowskich policjantów. Później robiono selekcję - wywożono do ośrodka zagłady, do Treblinki lub do Auschwitz, na przykład co piątego lub co czwartego Żyda. W pewnym momencie rzemieślników żydowskich zostawała już garstka, a wtedy przychodził rozkaz ich zabicia, uczynienia miejscowości judenfrei - wolnej od Żydów.
Dlatego też najdłużej dawali sobie radę i ukrywali się najsilniejsi, młodzi, najodważniejsi. I oni w pewnym momencie, widząc, że Niemcy nie zostawią ich w spokoju, decydowali się na działalność konspiracyjną. Często uciekali do lasu i tam próbowali się ukrywać - albo w ostateczności, jeśli nic innego nie dało się zrobić, dać chociaż wyraz tej nienawiści i pragnienia walki z Niemcami. Do takich wystąpień doszło w kilku gettach: we Lwowie, w Będzinie i w Białymstoku oraz w Częstochowie. Zwykle zrywy te trwały parę godzin, ograniczały się do dwóch-trzech domów, w których broniła się grupa bojowców uzbrojonych w kilka pistoletów, parę butelek z benzyną. Zdarzały się i takie dramatyczne wydarzenia w ośrodkach zagłady, jak bunt w Treblince 2 sierpnia 1943 czy bunt i ucieczka z Sobiboru 15 października. Najbardziej spektakularny był bunt komanda obsługującego krematoria i komory gazowe w Birkenau. Często o tych wydarzeniach zapominamy, bo trwały zaledwie parę godzin i nie mogły zmienić ani losu Żydów, ani losów wojny, nawet na małym obszarze.
Większość z tych, którzy nie godzili się na wysyłanie do komór gazowych, wraz z rodzinami uciekała do lasu. Jeśli była tam grupa młodych ludzi mających jakieś kontakty ze środowiskami polskimi, tworzono tak zwane obozy rodzinne w środku lasów. Mieszkały w nich również kobiety z dziećmi. Mężczyźni zdobywali broń, wchodzili w porozumienie, a bardzo często także w konflikt z polską partyzantką czy też z oddziałami złożonymi z jeńców-uciekinierów z obozów dla Rosjan. Takie obozy istniały aż do samego końca wojny.
Dr Andrzej Żbikowski - historyk, pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego i Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, autor m.in.: Pamięć. Historia Żydów Polskich przed, w czasie i po Zagładzie (2005); U genezy Jedwabnego. Żydzi na Kresach Północno-Wschodnich II Rzeczypospolitej, wrzesień 1939-lipiec 1941 (2006).
Źródło: Muzeum Historii Polski |
| 1950 |
Ustawa o socjalistycznej dyscyplinie wprowadziła drastyczne kary za spóźnienia i nie usprawiedliwione nieobecności. |
| 1979 |
Próba wysadzenia w powietrze pomnika Lenina w Nowej Hucie.
 Z dwóch ładunków, podłożonych w nocy z 18 na 19 kwietnia 1979 r. pod nogami pomnika Lenina w Nowej Hucie, wybuchł tylko jeden - pod prawą stopą, która była lekko uniesiona i nie podtrzymywała ciężaru postaci z metalu. Odpadło kilka fragmentów obcasa.
Sprawa do dzisiaj jest owiana tajemnicą - wciąż nie wiadomo na pewno, kto targnął się na pomnik wodza komunizmu. Szeroko zakrojone śledztwo nie dało efektów. Władze próbowały znaleźć kozła ofiarnego i chciały przypisać zamach przestępcy oskarżonemu o zamordowanie milicjanta. Postać z punktu widzenia propagandy była dobra, ale brakowało jakichkolwiek dowodów. Gdy sprawa uległa przedawnieniu, do podłożenia ładunków przyznał się Andrzej Szewczuwaniec, działacz NSZZ "Solidarność ’80". Nie wszyscy jednak uznają jego relacje za wiarygodne.
Niektórzy, tak jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, przypuszczają, że cała ta sprawa była albo prowokacją, albo epizodem w wewnętrznych rozgrywkach partyjnych. Przemawiać za tym może fakt, że pomnikowi nic się nie stało.
Ostatecznie Lenin, mimo że był interesującym dziełem sztuki, został usunięty w grudniu 1989 roku, by po pewnym czasie stanąć w miasteczku osobliwości pod Sztokholmem, którego właścicielem jest szwedzki milioner Big Bengt Erlandsson.
Źródło: Muzeum Historii Polski.
|
| 1990 |
19-25 kwietnia. Podczas II Zjazdu NSZZ "Solidarność" jej przewodniczącym został ponownie Lech Wałesa. |
| 20 kwietnia |
| 1936 |
Dekret prezydenta o utworzeniu Funduszu Obrony Narodowej. |
| 1989 |
Zarejestrowano NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych (RI). |
|
2007
|
Zmarł Jan Kociniak - aktor. |
| 21 kwietnia |
| 1920 |
Umowa Piłsudskiego z atamanem Petlurą. Na jej mocy uznano prawo Ukrainy do niezawisłości państwowej, a rząd - Dyrektoriat Ukraińskiej Republiki Ludowej - za prawowitą władzę. |
| 1936 |
Ustawa regulująca sytuację prawną karaimów w Polsce i utworzenie Karaimskiego Związku Religijnego.
Karaimi, lub inaczej Karaici, to grupa religijno-etniczna, uważająca za swoich przodków Chazarów. Do dziś jest najmniejszą mniejszością narodową w Polsce. Według tradycji, sprowadzić w 1397 r. i osadzić w Trokach miał ich książę Witold. Kazimierz Jagiellończyk nadał im przywilej posiadania własnego samorządu.
Po rozbiorach część ludności karaimskiej znalazła się w zaborze rosyjskim. Ze względu na wiarę Karaimów, która podobna jest do judaizmu, często uważano ich za Żydów. W drugiej połowie XIX w. ustawodawstwo rosyjskie uregulowało położenie prawne Żydów w swym imperium. Powstał Zarząd Duchowny w Trokach. Na jego czele stał hachan. Najznamienitszym z nich był Seraj Szapszał.
Karaici od początku cieszyli się zainteresowaniem ze strony władz polskich, które umożliwiały im swobodny rozwój tradycji narodowych, religijnych i kulturalnych. W czerwcu 1930 r. odwiedził ich nawet prezydent Ignacy Mościcki. Ogromne znaczenie dla funkcjonowania społeczności karaimskiej w Polsce miała ustawa sejmowa z 21 kwietnia 1936 r. Regulowała ona stosunek państwa polskiego do Karaimskiego Związku Religijnego. Ustawa wprowadziła silniejszą pozycję prawną hachana, który skupiał władzę wykonawczą, prawodawczą i sądowniczą. Zarząd Duchowny miał pełnić rolę doradczą.
W czasie II wojny światowej hachan Szapszał zwrócił się listownie do Biura ds. Czystości Rasy III Rzeszy z prośbą o zapoznanie się z kwestią pochodzenia etnicznego Karaimów. Niemcy uznali jego pismo za ważny dowód na nieżydowskie korzenie Karaimów. W ten sposób uniknęli oni losu Żydów.
Po II wojnie światowej dopiero w latach siedemdziesiątych uregulowano sytuację prawną tej społeczności. Niewielu Polaków wie o mniejszości karaimskiej, w dużej mierze dlatego, że jest to społeczność wyraźnie zanikająca. Dziś mieszkają oni głównie w Warszawie, a liczą ok. 120 osób.
Źródło: Muzeum Historii Polski.
|
| 1945 |
W Moskwie podpisano polsko-sowiecki "Układ o przyjaźni, pomocy wzajemnej i współpracy powojennej" ważny na dwadzieścia lat.  W skład delegacji polskiej, która przyjechała do stolicy ZSRR, weszli m.in. Bolesław Bierut, Edward Osóbka-Morawski i Władysław Gomułka. Układ, podpisany przez premiera Rządu Tymczasowego Osóbkę-Morawskiego i Józefa Stalina, mówił o "niezłomnej przyjaźni" i nieingerowaniu w wewnętrzne sprawy drugiego państwa. W rzeczywistości ustalenia te nie były przestrzegane. Polska stawała się powoli krajem podległym ZSRR. Rządził w niej pozostający pod radzieckim nadzorem Rząd Tymczasowy.
Według historyka Andrzeja Skrzypka, pośpiech, który towarzyszył podpisaniu układu, był związany ze śmiercią prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina D. Roosevelta i objęciem tej funkcji przez Harry’ego Trumana, zwolennika bardziej zdecydowanej polityki wobec ZSRR. Wpływ na podpisanie porozumienia miała także sytuacja na froncie, gdzie spodziewano się szybkiej kapitulacji Niemiec. Stalin chciał więc jak najszybciej podporządkować sobie Polskę, stosując taktykę faktów dokonanych. Podpisanie układu skrytykował prezydent Truman. Dopuszczenie do rządów przedstawicieli władz londyńskich, pozostających w opozycji do komunistów, było tylko pozorne. Kolejne posunięcia władz radzieckich potwierdziły przejęcie kontroli nad Polską.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1988 |
Ostatnia egzekucja skazanego na karę śmierci.
 Wyrok wykonano przez powieszenie w krakowskim areszcie śledczym przy ul. Montelupich o godzinie 17.30. Dwudziestodziewięcioletni Stanisław Cz. został uznany za winnego gwałtu i brutalnego morderstwa na czterdziestoletniej kobiecie oraz próby zamordowania jej dwóch córek. Jak twierdzi Jerzy Andrzejczak, autor książki Spowiedź polskiego kata, Stanisław Cz. po odwiezieniu do szpitala spodziewającej się dziecka żony odwiedził znajomą nauczycielkę, wywiózł ją do lasu i zgwałcił. Kiedy próbowała uciekać, uderzył ją dwa razy w głowę kluczem samochodowym. Wyrok zapadł w Sądzie Wojewódzkim w Tarnowie, a Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski.
Do 1 września 1998 r., kiedy nowy kodeks karny zniósł karę śmierci, zamieniając ją na dożywotnie pozbawienie wolności, wydano jeszcze dziesięć wyroków śmierci, również za morderstwa, jednak żaden z nich nie został wykonany.
Kara śmierci funkcjonowała w polskim prawodawstwie od zawsze. W średniowieczu wieszano, łamano kołem, ścinano, krzyżowano, kamienowano, ćwiartowano oraz palono na stosie za zabójstwa, podpalenia, rabunki, fałszowanie monet, zdradę władcy lub państwa. Statuty Kazimierza Wielkiego polecały karę śmierci za zagarnięcia podatków, obracanie obcą monetą lub wyłudzanie nienależnych świadczeń z żup królewskich. Uchwała sejmowa z 1568 r. przewidywała karę śmierci za wykroczenia przeciwko moralności, dobrym obyczajom i porządkowi publicznemu oraz porwania.
Dyskusja nad karą śmierci powraca co jakiś czas. Polska, jako jedyny kraj, sprzeciwiła się inicjatywie Unii Europejskiej ustanowienia Europejskiego Dnia Przeciwko Karze Śmierci. Kwestię podtrzymania, a potem przywrócenia kary śmierci wysuwały Unia Polityki Realnej oraz Prawo i Sprawiedliwość. W październiku 2004 r. Sejm odrzucił projekt kodeksu karnego, przywracający karę śmierci.
Źródło: Muzeum Historii Polski.
|
| 22 kwietnia |
| 1919 |
Józef Piłsudski wydaje odezwę do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wyznaczono tymczasowa linię demarkacyjną między terenami zajętymi przez Polaków i Litwą tzw. Kowieńską. |
| 1981 |
Decyzja rządu o racjonowaniu masła i przetworów zbożowych. |
| 1982 |
Ukonstytuowała się centralna struktura podziemnej "Solidarności" - TYmczasowa KOmisja Koordynacyjna (TKK), skupiająca przedstawicieli regionów.TKK miała koordynować pracę podziemnej "Solidarności" do czasu wznowienia działalności KK NSZZ "Solidarność" z Lechem Wałęsą na czele. |
| 1985 |
Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyroki na morderców księdza Jerzego Popiełuszki. |
| 23 kwietnia |
| 1935 |
Uchwalenie Konstytucji kwietniowej (wywiad)
 Projekt Konstytucji uchwalono na posiedzeniu Sejmu 23 marca 1935 r. w obecności 399 posłów, większością 260 głosów. Poprawki senackie rozpatrywano w trybie poprawek zwykłej ustawy, nie zaś w trybie dyskusji nad projektem konstytucji, który wymagał większości dwóch trzecich głosów.
Tekst Konstytucji opierał się na tezach, które opracował w 1933 poseł Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem Stanisław Car. Tezy te poddane zostały pod obrady Sejmu na posiedzeniu 26 stycznia 1934 r., na którym większość rządowa, pod nieobecność opozycji, uchwaliła je jako projekt konstytucji.
Pomimo sprzeciwu opozycji, wskazującej na uchybienia w procedurze sejmowej i uważającej, że uchwała, by mieć moc wiążącą, powinna była zapaść większością dwóch trzecich głosów, tekst Konstytucji został podpisany 23 kwietnia przez prezydenta Ignacego Mościckiego.
Podstawowe zasady ustrojowe państwa zostały zawarte w 10 pierwszych artykułach. Wprowadziły one w państwie ustrój autorytarno-prezydencki, który zrywał z zasadą podziału władz. Wzmocniono władzę prezydenta, który miał być wybierany co 7 lat w głosowaniu powszechnym spośród dwóch kandydatów, z których jednego zgłaszało Zgromadzenie Elektorów, a drugiego wskazywał ustępujący prezydent. Ograniczono rolę Sejmu i Senatu. Rząd uniezależniono od parlamentu. Marszałek Senatu, a nie marszałek Sejmu, otrzymał funkcje związane z zastępowaniem Prezydenta.
Uważano, że nową konstytucję przygotowano z myślą o kolejnym prezydencie, którym miał zostać Józef Piłsudski. Jednak Marszałek był już bardzo schorowany i zmarł 12 maja tego samego roku, nie zdążywszy objąć najwyższej funkcji w państwie.
Z dr. Adamem Bosiackim rozmawia Ewa Zientara
Dlaczego piłsudczycy chcieli uchwalić nową konstytucję?
Ponieważ Konstytucja marcowa okazała się nieefektywna - jej zasady nie tylko pozostawały martwą literą, ale także często prowadziły do swego zaprzeczenia. Nie było stabilnej władzy, kraj pogrążał się w politycznym chaosie. Myślało tak wielu, choć oczywiście nie wszyscy. Sejm się zmieniał, Senat nie gwarantował pozycji ustrojowej parlamentu. Prezydent był postacią czysto dekoracyjną: ani nie powoływał rządu, ani go nie kontrolował. Rząd, będący konglomeratem różnych partii politycznych, również działał mało efektywnie.
Odpowiedzi na to pytanie należałoby poszukać także w sytuacji Polski lat trzydziestych na arenie międzynarodowej. Nikogo nie trzeba przekonywać, że okres ten przybliżył niebezpieczeństwo do granic Polski przede wszystkim ze strony Trzeciej Rzeszy - zagrożenia sowieckiego w zasadzie nie widziano. Także na płaszczyźnie ideowej lata trzydzieste charakteryzują się odchodzeniem od koncepcji rządów parlamentarno-gabinetowych. Jak powszechnie wiadomo, w Europie tamtego czasu prawie nie było państw o takim modelu rządów. System parlamentarno-gabinetowy został zastąpiony przez system autorytarny.
Myślę, że w tym miejscu dochodzimy do kwestii zasadniczej: autorytaryzm, o czym dziś często się zapomina, to sprawowanie rządów na zasadzie osobistego, moralnego autorytetu jednego człowieka, co często nie było obwarowane przepisami. W Polsce w okresie międzywojennym był taki człowiek - Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa do 1922 roku, który potem wycofał się z życia politycznego. Wśród różnych zarzutów, jakie stawiali mu przeciwnicy, nigdy nie znalazło się zastrzeżenie, że z polityki i działalności publicznej chciał czerpać osobiste korzyści. Teraz często się zapomina, że 31 maja 1926 roku, po zamachu, Zgromadzenie Narodowe powierzyło mu prezydenturę, ale Józef Piłsudski stanowiska nie przyjął. Nie wyjaśnił motywów swojej odmowy, ale piłsudczycy sądzili, że nie chciał pełnić tego urzędu na zasadach Konstytucji marcowej - nie chciał być "prezydentem malowanym". Według mnie Konstytucja kwietniowa to jedyny w historii Polski przypadek, kiedy ustawę zasadniczą napisano pod osobowość jednego człowieka. Józef Piłsudski był najważniejszym człowiekiem w państwie, niezależnie od tego, jakie akurat pełnił funkcje - premiera, ministra spraw wojskowych, generalnego inspektora sił zbrojnych. Wobec tego Konstytucja kwietniowa była jednym z niewielu, a w polskiej praktyce ustrojowej jedynym przypadkiem, kiedy konstytucję względnie demokratycznego państwa napisano po to, żeby przepisy prawne dopasować do rzeczywistości. Dlatego w jednym z artykułów umieszczono przepis, że za swe czyny prezydent odpowiada tylko przed Bogiem i historią. W przypadku Józefa Piłsudskiego było tak, zanim Konstytucja weszła w życie.
Dlaczego Konstytucję kwietniową uchwalono dopiero w 1935 roku, skoro piłsudczycy doszli do władzy w roku 1926?
Okres owych dziewięciu lat to czas umacniania się półdyktatury - jak wtedy mówiono - Józefa Piłsudskiego. W tym czasie nie tylko podejmowano próby ograniczania Konstytucji marcowej, ale także dopasowania do niej nowego systemu. Sejm w tym czasie był bardzo rozdrobniony, co utrudniało zmiany w konstytucji. Piłsudczycy zamierzali utrudnić mniejszym partiom wejście do parlamentu, czym te ostatnie w oczywisty sposób nie były zainteresowane. Rozdrobnienie partii politycznych oraz niemożność zebrania odpowiedniej liczby głosów do zmiany konstytucji to główny powód, dla którego nową ustawę zasadniczą uchwalono dopiero po dziewięciu latach. Choć i tak nie obyło się bez bardzo wielu nieprawnych zabiegów.
Na czym polegały te nieprawidłowości?
Warto przypomnieć choćby tak zwane wybory brzeskie, jak je w 1930 roku nazywała lewica. Zwraca się także uwagę na samą procedurę uchwalenia ustawy zasadniczej. Chodzi o to, że posłowie opozycyjni wyszli na przerwę do bufetu, a po ich powrocie okazało się, że mają już nową konstytucję. W sensie reguł obowiązującego prawa Konstytucja kwietniowa nie została uchwalona z należytym szacunkiem dla procedury. Z tego powodu można było mieć wątpliwości, czy z prawnego punktu widzenia obowiązuje. Ale przed wojną nikt - albo prawie nikt - takich obiekcji nie zgłaszał. Po II wojnie światowej Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego ogłosił, że powinien nastąpić powrót do zasad Konstytucji marcowej, gdyż Konstytucja kwietniowa została przyjęta z naruszeniem prawa. Władze komunistyczne twierdziły, że w chwili jej przyjęcia wszystkie jej postanowienia były niezgodne z obowiązującym prawem. Wydaje się jednak, że jest to zbyt daleko idąca interpretacja.
Co na temat nieprawnych, jak Pan to określił, zabiegów związanych z uchwaleniem nowej konstytucji mówiła ówczesna opozycja?
Opozycja oczywiście istniała i wypowiadała się na ten temat. Można było poczytać wydawane broszurki i usłyszeć debaty sejmowe. Ale zwykli ludzie niespecjalnie się tym przejmowali. Trzeba stwierdzić, że społeczeństwo przyjęło uchwalenie Konstytucji kwietniowej. I tu bym postawił kropkę. Nie można powiedzieć, że przyjęło ją z radością, ale na pewno bez dezaprobaty.
Jakie zmiany w stosunku do Konstytucji marcowej wprowadzała nowa ustawa zasadnicza?
Obie konstytucje rządzą się zupełnie innymi zasadami. Jeżeli marcowa jako naczelną zasadę ustanawiała w Polsce model parlamentarno-gabinetowy, to kwietniowa wprowadzała model prezydencki. Jeśli marcowa stosowała trójpodział władzy, to kwietniowa podział taki negowała. Stanisław Car, główny projektodawca nowej ustawy, expressis verbis twierdził, że trzeba odrzucić wzór monteskiuszowski. Jeśli marcowa ustanawiała Sejm jako dominujący organ władzy ustawodawczej, to w kwietniowej silnie dowartościowano izbę wyższą, czyli Senat.
Na mocy Konstytucji marcowej w rządzie przejawiały się poczynania parlamentu. W Konstytucji Kwietniowej było zupełnie inaczej - rząd był trwałą, silną instytucją, która w ogóle nie musiała oglądać się na działalność Sejmu i Senatu.
Jako kolejny przykład różnic możemy wskazać samorząd terytorialny, który w 1935 roku został potraktowany jako część administracji państwowej. Takiej regulacji w Konstytucji marcowej nie było.
Czy Konstytucja kwietniowa spełniła pokładane w niej nadzieje?
W powojennej polskiej historiografii Konstytucję kwietniową przez lata przedstawiano jako wyraz tendencji antydemokratycznych. Natomiast zawsze warto zadać pytanie, które często jest uznawane za nienaukowe: co by było gdyby. Konstytucja kwietniowa została uchwalona po to, aby wprowadzić silniejszą władzę, co było bardzo istotne z punktu widzenia uwarunkowań międzynarodowych, a szczególnie niebezpieczeństwa ze strony Niemiec. Takie zagrożenie niewątpliwie istniało. Co by się zdarzyło, gdyby 1 września 1939 roku Polska była pod rządami Konstytucji marcowej? Przede wszystkim mogłoby nie być ciągłości państwa. Mogliśmy mieć zupełnie inny rząd, na przykład proniemiecki czy prookupacyjny, szerzej rzecz ujmując. Niewątpliwie w zachowaniu ciągłości państwa Konstytucja kwietniowa spełniła swoją rolę.
Krytycy ustawy zasadniczej z 1935 roku twierdzą - chociaż w zasadzie mało osób o tym pisze - że okres czterech lat po uchwaleniu Konstytucji do wybuchu wojny jest znowu czasem małej efektywności Polski. W tym znaczeniu Konstytucja kwietniowa swojej roli nie spełniła, ponieważ w tamtych latach rząd Rzeczypospolitej okazywał się mało efektywny. Często trafiały doń osoby, których kompetencje pozostawiały wiele do życzenia. Już od początku lat trzydziestych w rządzie zaczęli pojawiać się wojskowi, którzy obsadzali nie tylko - jak byśmy dzisiaj powiedzieli - resorty siłowe, czyli np. Ministerstwo Spraw Wojskowych, ale także chociażby ministerstwo pracy, jak słynny gen. Aleksander Prystor.
Można powiedzieć, że nowy system tworzony przez rzeczywistość Konstytucji kwietniowej również okazał się niewydolny. Działo się to w okresie, w którym - jak określił to prof. Andrzej Garlicki - funkcjonowały rządy piłsudczyków bez Piłsudskiego. Na zaistniałą sytuację wpływała rywalizacja pomiędzy trzema skonfliktowanymi grupami: zamkową prezydenta Mościckiego, generalnego inspektora sił zbrojnych marszałka Rydza-Śmigłego oraz ministra spraw zagranicznych płk. Józefa Becka. Jak się wydaje, Konstytucja kwietniowa na pewno nie spełniła swojej roli jako katalizatora efektywności państwa, choć prawdopodobnie gdyby zadanie takie miała wypełnić Konstytucja marcowa, efekt byłby jeszcze gorszy.
Jaka jest Pana ocena Konstytucji kwietniowej?
Z punktu widzenia techniki ustawodawczej jest to najlepiej zredagowana konstytucja w dziejach Polski. Wszystko w niej jest jasne, całość tekstu została dobrze skonstruowana. Ale oczywiście pojawiają się także kwestie, w których nie wiadomo, o co ustawodawcy chodziło. Są też sprawy, które nie zostały zrealizowane, na przykład powołanie Naczelnej Rady Gospodarczej. Był to całkowicie zapomniany twór, który jeżeli zostawał powołany, to w wersji zupełnie karykaturalnej. Rada miała pełnić rolę samorządu zawodowego. W ogóle mówiono, że do samorządu korporacyjnego, czyli nieterytorialnego, przywiązuje się dużą wagę. Tego jednak nie zrealizowano. Nie wiadomo, co ustawodawca miał na myśli mówiąc o samorządzie korporacyjnym: czy miał on zastąpić samorząd terytorialny, czy też nie? Czy samorząd korporacyjny wchodzi w konflikt z innymi rodzajami samorządu? Gdzie miała kończyć się korporacyjność, a zaczynać oligarchizacja? Takich dylematów nie rozstrzygnięto. A zatem bardzo wiele zasad Konstytucji kwietniowej nie zostało zrealizowanych. Zapis o Naczelnej Radzie Gospodarczej też pozostał martwą literą.
Jeżeli chodzi o rządy prezydenckie, to można powiedzieć, że one również były dosyć karykaturalne. Ignacy Mościcki nie był mężem stanu i nie odgrywał samodzielnej roli politycznej. Został mianowany na to stanowisko w 1926 roku dzięki Piłsudskiemu, którego był przyjacielem. Ten dawny socjalista, późniejszy profesor chemii, w zasadzie niczym szczególnym się nie wyróżniał.
Mimo to nie demonizowałbym Konstytucji kwietniowej, chociaż była niedemokratyczna i próbowała usankcjonować autorytaryzm. Pamiętajmy, że z owego autorytaryzmu nic nie wyszło, ponieważ autorytet przestał istnieć. Jak wiadomo, Marszałek Piłsudski umarł bardzo krótko po uchwaleniu nowej ustawy zasadniczej.
Konstytucja marcowa zmagała się z szerokim ustrojem parlamentarnym, a kwietniowa odwrotnie - z ustrojem autorytarnym. Istniało przekonanie, że jeżeli nie sprawdził się ustrój parlamentarny, to receptą na jego bolączki był ustrój o przeciwnych zasadach: system autorytarny z centralizacją państwa i prymatem władzy wykonawczej nad władzą ustawodawczą de facto, a nie de iure, system prezydencki itd. Trzeba zwrócić uwagę, że w Polsce oba te systemy nie sprawdziły się i nie zostały zrealizowane, również w sensie społecznym. Wydaje się, że między innymi z tego powodu obecna polska Konstytucja, pierwsza od 1935 roku demokratycznie uchwalona ustawa zasadnicza, stanowi wypadkową między Konstytucją marcową a kwietniową. Może to jest właśnie dobra pointa naszych rozważań.
Dr Adam Bosiacki - prawnik, zajmuje się historią myśli politycznej i prawnej. Jest adiunktem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Opublikował m.in.: Utopia - władza - prawo. Doktryna i koncepcje prawne <bolszewickiej> Rosji 1917-1921 (1999), Od naturalizmu do etatyzmu. Doktryny samorządu terytorialnego Drugiej Rzeczypospolitej (2006).
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1990 |
Przyznanie się ZSRR do odpowiedzialności za zbrodnie katyńskie. Nastąpiło to podczas wizyty prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego w Moskwie. Prezydent Michaił Gorbaczow przekazał stronie polskiej dokumenty związane z tą zbrodnią. |
| 1994 |
23-24 kwietnia. Z połączenia UD i KLD powstała Unia Wolności. Jej przewodniczącym został Tadeusz Mazowiecki. |
| 24 kwietnia |
| 1920 |
Podpisanie polsko-ukraińskiej konwencji wojskowej.  24 kwietnia 1920 r. przedstawiciele Polski i Ukraińskiej Republiki Ludowej zawarli konwencję wojskową. Układ podpisali: w imieniu ukraińskiego Dyrektoriatu gen. Wołodymyr Sinkler i ppłk Maksym Didkowski, a w imieniu Polski mjr Walery Sławek i kpt. Wacław Jędrzejewicz. Konwencja była częścią umowy, w której Polska uznała niepodległość Ukrainy. Tereny Galicji Wschodniej i zachodniego Wołynia, zamieszkane przez rzesze Ukraińców, miały się znaleźć w granicach Polski. Zgodnie z podpisaną konwencją, obie armie miały współdziałać przeciw wojskom sowieckim, pod kierunkiem Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich. Na zdobytych terenach Ukraińcy mieli wprowadzić swoją administrację. Cała zdobycz, z wyjątkiem pociągów pancernych i własności ruchomej zdobytej w boju, miała należeć do Ukraińców.
W momencie zawarcia umowy przywódcą Ukraińskiej Republiki Ludowej - państwa utworzonego w 1917 r. - był Semen Petlura. Młode państwo ukraińskie, podobnie jak Polska, od początku stało się wrogiem bolszewickiej Rosji. Jedynym wyjściem dla URL było podpisanie układu z Polską, która spodziewała się ataku bolszewików. Jednak wielu Ukraińców sprzeciwiało się polityce Dyrektoriatu, który zrzekł się na rzecz Polski Galicji Wschodniej, uważanej przez nich za integralną część ukraińskiego terytorium narodowego.
Na mocy podpisanego układu pod koniec kwietnia 1920 r. wojsko polskie wraz z oddziałami Petlury ruszyło do ataku na Rosję. 7 maja armia polska wkroczyła do Kijowa. Wkrótce jednak Armia Czerwona rozpoczęła kontratak i zmusiła sprzymierzone wojska do odwrotu.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1952 |
Wprowadzenie kartek na cukier i mydło. |
| 25 kwietnia |
| 1920 |
Ofensywa polska rozpoczęła wojnę polsko-bolszewicką. |
| 1943 |
Wobec zwrócenia się przez władze RP do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w sprawie wyjaśnienia zbrodni katyńskiej, rząd sowiecki zerwał stosunki z rządem Sikorskiego. W wersji sowieckiej winą za zbrodnie katyńską obciążano NIemców. |
|
1988
|
W Bydgoszczy zastrajkowali pracownicy WPK. Bezpośrednim powodem strajku były płace za nadgodziny dla pracowników WPK. Ten spontaniczny strajk był rezultatem patowej sytuacji w rozmowach pracowników WPK z rządem. |
| 2007 |
W wyniku akcji służb specjalnychi próby zatrzymania byłej posłanki SLD, Barbary Blidy, w Siemianowicach Śląskich doszło do tragedii - była posłanka popełniła samobójstwo. |
| 26 kwietnia |
| 1985 |
W Warszawie przedłużono Układ Warszawski na następne 20 lat.
|
| 1986 |
Katastrofa w Czarnobylu na Ukrainie. Wskutek awarii reaktora elektrowni atomowejprawie 25% terytorium Polski zostało skażone, a około 50% w stopniu średnim. Mimo powstałego realnego zagrożenia dla zdrowia ludności władze przez 3 dni zwlekały z ujawnieniem awarii, później zaś starały się pomniejszyc jej następstwa. |
|
1988
|
Wybuchł strajk w Nowej Hucie. pracownicy Huty im. Lenina zaczęli domagać się, oprócz podniesienia zarobków, także przywrócenia do pracy tych działaczy NSZZ "Solidarność", którzy w okresie stanu wojennego byli represjonowani przez władze. |
| 27 kwietnia |
| 1960 |
Starcia w Nowej Hucie. Mieszkańcy protestowali przeciwko usunięciu przez lokalne władze krzyża z miejsca planowanej budowy kościoła.  27 kwietnia 1960 r. grupa robotników rozpoczęła wykopywanie krzyża postawionego na placu, na którym miał stanąć pierwszy kościół w Nowej Hucie. Według ustaleń Jana L. Franczyka, na miejscu pojawiły się kobiety, które przegnały robotników. W pobliżu krzyża zaczęło się zbierać coraz więcej osób i około godziny 16 na placu było już około 2 tys. osób. Jednocześnie bardzo wielu ludzi zebrało się przed Dzielnicową Radą Narodową. W mieście wybuchły zamieszki. Na ulicach pojawiły się barykady, a w stronę milicji poleciały kamienie i butelki z benzyną. Milicja użyła broni palnej. Byli ranni. Przed północą usunięto z ulic wszystkie barykady. W kolejnych dniach milicja rozpędzała jeszcze grupy kobiet zbierające się w pobliżu krzyża. W wyniku zamieszek aresztowano 493 osoby.
Wybuch walk w obronie krzyża wiązał się z decyzją władzy, która zmieniła swoje poprzednie zarządzenie z 1957 r. o przekazaniu terenu pod budowę kościoła. Władze zdecydowały wybudować w tym miejscu szkołę. Nowa Huta miała pozostać miastem bez kościołów, co wpisywało się w akcję komunistów skierowaną przeciwko Kościołowi. Jednym z jej przejawów było ograniczanie nauki religii w szkołach. Walka o budowę kościoła w Nowej Hucie zakończyła się ostatecznie sukcesem. 15 maja 1977 r. kardynał Karol Wojtyła konsekrował pierwszą świątynię - Arkę Pana.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 2007 |
Zmiany na stanowisku marszałka Sejmu RP - odwołany został Marek Jurek. Sejm powołał na to stanowisko Ludwika Dorna. |
| 28 kwietnia |
| 1939 |
Wypowiedzenie przez Niemcy paktu o nieagresji wobec Polski. |
| 1934 |
Otwarcie portu lotniczego na Okęciu. |
| 1976 |
Utworzenie Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej (ZSMP). |
| 2000 |
W rocznicę zjazdu gnieźnieńskiego, który odbył się w 1000 roku, do Polski na zaproszenie premiera Jerezgo Buzka, przybyli szefowie rządów: Czech, Węgier i Słowacji. Przybył również kanclerz Niemiec. Na zakończenie spotkania obecni szefowie rządów podpisali "Deklarację gnieźnieńską", w której stwierdzili, że wspólnym celem jest stworzenie Europy wolnych i demokratycznych społeczeństw. |
| 29 kwietnia |
| 1924 |
Reforma walutowa Grabskiego
 Wiosną 1924 szalała hiperinflacja, wszyscy mogli czuć się milionerami. Dowcip rysunkowy z tamtych czasów ukazywał powracającego do domu po wypłacie pracownika, który pieniądze musiał wieść dorożką. Gdy dojechał, okazało się, że wszystko musi zostawić woźnicy jako zapłatę, gdyż w trakcie podróży ceny wzrosły.
Od 1917 roku walutą funkcjonującą na terenie odradzającego się państwa była marka polska, wprowadzona przez Niemców. Powojenny kryzys doprowadził do hiperinflacji. Musiano drukować banknoty o coraz wyższych nominałach. W 1917 najwyższym nominałem było 1000 marek, w 1923 r. 10 milionów, choć funkcjonowały też tzw. przekazy o wartości 100 milionów. Rząd, starając się zabezpieczyć przychody do budżetu, wprowadził specjalny podatek inflacyjny, który dodatkowo zdławił gospodarkę. Dopiero zdecydowane reformy Władysława Grabskiego, premiera od grudnia 1923 r., doprowadziły do opanowania inflacji. Po ustabilizowaniu pieniądza, 29 kwietnia 1924 r. Grabski mógł przeprowadzić reformę walutową, po której 1 złoty polski równał się 1 800 000 marek.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1923 |
Uroczyste otwarcie tymczasowego portu w Gdyni. |
| 1978 |
W Gdańsku powstał Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych. |
| 1985 |
Sejm powołał zapowiadany w poprawce konstytucyjnej z 1982 roku Trybunał Konstytucyjny. |
| 1988 |
Do strajkujących w Nowej Hucie przyłączyli się pracownicy Huty Stalowa Wola. |
| 30 kwietnia |
| 1940 |
Pod Anielinem zginął w boju major Henryk Dobrzański (pseudonim Hubal), dowódca Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego. |
| 1950 |
W więzieniu w Rawiczu zamordowana Kazimierza Pużaka. |
|
1985
|
Rozporządzenie Rady Ministrów o przekazaniu OPZZ majątku byłych związków zawodowych. |
| 1993 |
Sejm przyjął ustawę o Narodowych Funduszach Inwestycyjnych i ich prywatyzacji, potocznie nazwaną Programem Powszechnej Prywatyzacji. |
| 2000 |
Jednodniowe milenijne obrady Sejmu w Gnieźnie. |
|
|
Poprawiony: środa, 07 lipca 2010 13:51 |
|
|
|